A | A | A

Strażnicy Galaktyki vol. 2 *****

Utworzono: 2017-05-11 18:15 , Zmodyfikowano: 0000-00-00 00:00
Kiedy Marvel skoczył w nadprzestrzeń, dostarczył całym rodzinom największej galaktycznej uciechy od czasów „Gwiezdnych wojen”. Kontynuacja zapewnia równie udaną zabawę, a w tle trup ściele się gęsto, zupełnie jak na naszej planecie.

Jak pokazały, niezależnie od siebie, dwa tegoroczne seriale, na przełomie lat 70. i 80. XX wieku drogą do gwiazd były marzenia o kosmicznej operze. Efekt „Gwiezdnych wojen” był tak wielki, że szemrani producenci naciągali, dzięki sile tych marzeń, utalentowane jednostki ludzkie, by usypać sobie na ziemi drogę mleczną przynajmniej z kokainy. Obdarzone nieziemskim głosem i piękne w każdej charakteryzacji piosenkarki mamiono wizją kosmicznego musicalu („The Get Down. Part II”). Błyskotliwych w snuciu opowieści i przenikliwych w wielu wymiarach, poza najbardziej przyziemnym, pisarzy zatrudniano do pisania scenariuszy kolejnych kosmicznych oper („Fargo 3”). Sukcesu George’a Lucasa nikt nie powtórzył, bo w każdej galaktyce sukces bierze się z kreacji, a nie z kopiowania. Trzeba było upływu trzech dekad i powrotu mody na pewne aspekty pop-kultury lat osiemdziesiątych, by kosmiczna opera znów miała sens. Ale przeprowadzona już w innym stylu opowiadania i w innym świecie.

Sukces stał się udziałem twórców „Strażników galaktyki”, którzy otworzyli nowy rozdział w epoce kinowych ekranizacji komiksów Marvela. Działają do pewnego stopnia w stylu wspomnianych seriali. Tak, jak bohaterowie „The Get Down” tworzyli nowy styl muzyczny, korzystając z tego, co już nagrane, tak twórcy „Strażników” samplują elementy kina nowej przygody, epickich obrazów o superbohaterach, kosmicznych oper i science-fiction. Synkretycznie działają też ze zdjęciami, efektami i kostiumami, a skoro opera to i z muzyką: osobnym bytem jest tu składanka, „Awesome Mix”, którą z ziemskich lat ocalił jedyny ludzki bohater opowieści: Peter Quill (Chris Pratt, znany m.in z „Jeszcze dłuższych zaręczyn”). W rytm złotych przebojów nagranych dla niego przez mamę rozgrywają się sceny dramatyczne i komediowe, a najczęściej, dzięki użyciu konkretnych piosenek dramat zmienia się dla widzów w komedię. Tak jest też w sekwencji na napisach początkowych drugiej części filmu. Tytułowi strażnicy toczą epicką walkę, trochę w stylu „Pogromców duchów”, trochę jak Drużyna Pierścienia, a bardzo jak rycerze kontra smok, ale my większą część batalii widzimy w tle. Na pierwszym planie najsłodszy i najmłodszy – Baby Groot (głos Vina Diesla, „Szybcy i wściekli”), tańczy w rytm „Mr. Blue Sky” Electric Light Orchestra. Pierwszy utwór nowej składanki słyszymy nieco wcześniej: gdy, w stylu „Fargo”, na amerykańskiej prowincji, wyjaśnia się tajemnica pochodzenia Petera. Jego mama (Laura Haddock, „Seksualni, niebezpieczni”) śpiewa ukochanemu, który przybył z kosmosu, hit „Looking Glass” – „Brandy („You’re a Fine Girl”). 

W roli Ego pojawia się Kurt Russell („Silkwood”), co oprócz epizodów Davida Hasselhoffa („Słoneczny patrol”) i Sylvestra Stallone’a („Rocky”), wzbogaca gwiazdorską obsadę względem pierwszej części. Chociaż najefektowniejsze mrugnięcie oka puszczono w stronę fanów Marry Poppins. W filmie Jamesa Gunna ("Robale") znajdziecie też cytaty z Hitchocka („Pólnoc – północny zachód”), „Steven Universe”, „Gwiezdnego przybysza” i „Nieustraszonego”. Oprócz Petera Quilla aka Starlord, także jego towarzysze rozliczają się z przeszłością. Gamorra (Zoe Saldana, „Avatar”) walczy z przybraną siostrą Nebulą (Karen Gillan, „Oculus”), Drax (Dave Bautista, „Spectre”) opłakuje rodzinę, Rocket (głos Bradleya Coopera, „Snajper”) znajduje sposób, by zjednoczyć patchworkowe rodziny, a Yondu (Michael Rooker, „The Walking Dead”) zaczyna drogę do odkupienia. Do drużyny dołącza wyczuwająca emocje Mantis (Pom Klementieff, „Miłość trwa trzy lata”), a na nowego wroga wyrasta skąpana w złocie królowa Ayesha (Elizabeth Debicki, „Wielki Gatsby”).

 

Film jest dubbingowany, z myślą o najmłodszych widzach i nie powinien ich rozczarować, ale warto pamiętać, że wszystko dzieje się na tle brutalnej hekatomby. W ten sposób „Strażnicy galaktyki 2” korespondują z niekończącą się opowieścią o naszej planecie – popkulturowy taniec z gwiazdami rozgrywa się po sąsiedzku z zagładami. Jest też w „Strażnikach galaktyki” portal do świata seriali: najbardziej uroczy bohater opowieści to Groot, najbardziej ujmujący kawałek drewna na ekranie od czasów Pieńka z „Twin Peaks”.

WASZE KOMENTARZE ()

WASZE KOMENTARZE (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony. Radio RAM nie odpowiada za treść komentarzy.
Teraz na antenie
Ian Pelczar
Strefa kina. Posłuchaj, co warto zobaczyć.
NEWSLETTER RADIA RAM
Dodaj swój adres, aby otrzymywać newsletter