A | A | A

Butterfly Kisses ****

Utworzono: 2017-05-18 20:03 , Zmodyfikowano: 0000-00-00 00:00
Kilka bloków, trzech kumpli i tajemnica jednego z nich. Nagrodzony Kryształowym Niedźwiedziem na tegorocznym Berlinale film polskiego reżysera już w kinach.

Czekaliśmy niemal dekadę od krótkometrażowego „Emilka płacze”, ale opłacało się. Rafael Kapeliński znów ma nam do opowiedzenia mądrą historię o pewnym aspekcie dojrzewania. Udajemy, że takiego nie ma, ale on siedzi gdzieś w kącie i żeruje na frustracjach, lękach, nieprzystosowaniu. Jest reakcją na upokorzenie. Polski reżyser, od lat mieszkający w Londynie, znów filmuje w czerni i bieli, ale nie w dokumentalnym stylu. Miejsce akcji to już nie Górny Śląsk, a angielskie miasto. W centrum pozostaje historia uniwersalna. „Butterfly Kisses” miesza kino społeczne z elementami thrillera i historii dojrzewania. Sceny świntuszenia przy trzepaku, którym w tym wypadku jest worek treningowy, mieszają się z wizjami samotnych wieczorów na blokowisku, a sensacyjny finał rozgrywa się równocześnie z balem maskowym. Pierwszy element zakończenia nakręcono jak u Solondza, drugi jak u Dolana, czy Polańskiego. Kapeliński może być dumny ze swojej ekipy. Eleganckie zdjęcia Nicka Cooke’a i organowa muzyka Nathana W. Kleina pozwalają zespolić ze sobą różne elementy i przekonać widza do przedstawionej na ekranie genezy przemocy.

Kapeliński ma niezwykle czuły słuch dla młodzieży, fenomenalnie prowadzi aktorów, czułem się jak widz dokumentu o prawdziwej trójce przyjaciół, która regularnie wpada na bilard do knajpki prowadzonej przez miejscowego Shreka. Jeśli pojawia się fałsz, to w obrazie dorosłych, po stronie rodziców. Już lepiej by było dla filmu, żeby pozostali nieobecni. Sceny z nimi są albo sztuczne i niedopasowane (matka Jake’a i jej pretensje) albo banalne (ojciec Kyle’a, który popija piwo z kolegami) i wpisujące do scenariusza klisze (rozmowa z ojcem-wojskowym). To, co nieoczywiste, ciekawe, a przede wszystkim naturalnie zagrane, rozgrywa się między młodymi. Theo Stevenson unosi rolę Jake’a, najtrudniejszą w całym filmie i pozwala widzowi na znalezienie w niej niedopowiedzeń, szarości. Byron Lyons jako Jarred i Liam Whiting w roli Kyle’a mogą sobie pozwolić na bardziej czarno-białą prezentację swoich postaci, ale i oni znajdują miejsce na subtelność w budowaniu ról. Podobnie jak Rosie Day w rolI Zary – nieoczywistej femme fatale z lokalnego podwórka i Thomas Turgoose w roli poczciwego właściciela knajpy.

Tytułowe pocałunki motyla, wzięte z nicka jednego z internetowych rozmówców reżysera z fazy dokumentacji, to trzepotanie rzęs na skórze. Niewinny tytuł filmu o pedofilii, jednego z najcięższych tematów, jakie można sobie wyobrazić. Na ekranie też brakuje mocnego uderzenia, ale Kapeliński nie chciał stosować strategii twórców „Placu zabaw” i prowokować widzów do ostrych reakcji, wystawiać ich na próbę. Opowiedział mimochodem o tym, co z reguły też dzieje się gdzieś obok. I liczy na otwartą rozmowę po seansie: nie tylko o skutkach, ale i o przyczynach. Nie ma tu tez, ani odkryć. Są pytania: niepokojące, ale stawiane z czułością i zrozumieniem dla każdego bohatera. To w końcu symfonia o mrokach dojrzewania, które przeszedł każdy. Nawet, jeśli zapomniał.

 

ZDJĘCIA
WASZE KOMENTARZE ()

WASZE KOMENTARZE (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony. Radio RAM nie odpowiada za treść komentarzy.
Teraz na antenie
Ian Pelczar
Strefa kina. Posłuchaj, co warto zobaczyć.
NEWSLETTER RADIA RAM
Dodaj swój adres, aby otrzymywać newsletter