A | A | A

Milczenie *** [RECENZJA]

Utworzono: 2017-02-16 19:04 , Zmodyfikowano: 0000-00-00 00:00
„Milczenie” to film, którego twórcy nie posłuchali wskazówki z własnego tytułu. Wszystko postanowili opowiedzieć i wytłumaczyć.

Narrator, wyjęty prosto z długich opowieści wysyłanych listownie przez cały świat, opowiada o prześladowaniach chrześcijańskich księży w Japonii. Jest XVII wiek, dwóch jezuitów jedzie sprawdzić, czy ich mistrz przeżył serię tortur i okrutnych praktyk. Nie wierzą, by przeszedł na buddyzm i ożenił się z Japonką. Dla obu podróż do nieznanego kraju będzie testem. Inkwizytorzy zadają nie tylko ból, ale i pytania. Czego przejawem jest śmierć duchownego za wiarę? Prawdziwego oddania Bogu, czy pychy, której z wiarą pogodzić nie sposób? „Milczenie” na większość pytań odpowiada, nawet jeśli tylko mgnieniami, w których ożywa Jezus Chrystus, a widzowie mogą stać się wszechwiedzący.

Martin Scorsese może i reżyserował gorsze filmy, ale chyba w żadnym nie zmieścił aż tylu grzesznych pomyłek. „Milczenie” nuży i uderza wielością patetycznych rozwiązań. Piękne w wielu miejscach zdjęcia Rodrigo Prieto na wstępie wyglądają zbyt sztucznie. Największe wątpliwości budzi dobór aktorów do głównych ról. Japończyków grają Japończycy. Natomiast hiszpańskojęzycznych księży z Europy, anglojęzyczni aktorzy: bardzo znani lub znani coraz lepiej. Liam Neeson i jego tubalny głos przybliżają „Milczenie” do pastiszu, podobnie skojarzenie przez kinomanów Adama Drivera z ostatnimi ekranowymi wcieleniami w najbardziej dramatycznej scenie z jego udziałem. Nie wspominając o Andrew Garfieldzie, który niesie już na barkach uduchowioną i skąpaną we krwi „Przełęcz ocalonych”. Do tamtej roli pasował, wtapiał się w swoją postać. U Scorsese cały czas patrzę na aktora, który odgrywa papierową rolę. W człowieka, w którego mam uwierzyć jako widz, nie udało się przeistoczyć.

Najbardziej niesamowite jest to, że „Milczenie”, które zawiodło na tak wielu poziomach, nakręcił ten sam reżyser, który genialnie wyczuł formę, czas i treść w swoim poprzednim filmie – „Wilku z Wall Street”. W ten sposób, po zbyt długim seansie, który był oceanem dosłowności, Scorsese zostawił mnie na koniec z tajemnicą.

WASZE KOMENTARZE ()

WASZE KOMENTARZE (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony. Radio RAM nie odpowiada za treść komentarzy.
Teraz na antenie
Ian Pelczar
Strefa kina. Posłuchaj, co warto zobaczyć.
NEWSLETTER RADIA RAM
Dodaj swój adres, aby otrzymywać newsletter