"Z tęsknoty za dansingiem" - mistrzowie muzycznej nostalgii w Muzycznym Wrocławiu

Maciej Szabatowski | Utworzono: 14.10.2020, 12:47 | Zmodyfikowano: 14.10.2020, 13:03
A|A|A

fot. Hubert Misiaczyk

Kasety VHS, przebarwione, niewyraźne zdjęcia Polaroid, sentyzatory... mnóstwo syntezatrów. Takie obrazy przywodziły na myśl kompozycje tworzone dotychczas przez braci Zagrodnych z Wrocławia. Bluszcz każe nam jednak zweryfkować nasze oczekiwania względem swojej muzyki. W ostatnią środę posłuchaliśmy ich najnowszego, trzeciego już w dorobku tego duetu, dzieła zatytyłowanego "Kresz".

Już sam tytuł podpowiada wiele w kwestii zawartości nowego bluszczowego zestawu. Pokolenie dzisiejszych 30-40 latków pamięta jeszcze ulice Wrocławia upstrzone w kolorowe dresy, szyte z woalu wzbogaconego o fabryczne, ozdobne zagniecenia. To czasy, gdy poza szeleszczącą modową szpanerką w głośnikach nadal rządziły formacje lat 80., a na antenach lokalnych stacji w siłę wzrastały takie formacje jak Myslovitz, Happysad, czy choćby Elektryczne Gitary.

I do tych właśnie emocji, wspomnień, fascynacji nawiązuje w moim odczuciu 10 nowych kompozycji Jarka i Romka Zagrodnych. Kompozycji tym razem dużo bardziej opartych na prostych gitarowych, momentami bardzo żywiołowych riffach. Syntezatory na "Kreszu nie są już bohaterem numer 1. Stają się dopełnieniem dla dużo bogatszego, pełniejszego, choć momentami - jak na mój gust - zbyt jednostajnego brzmienia.



Trzeba też przyznać obu panom, że konsekwentnie przenoszą nas od czasu debiutanckiego, instrumentalnego i na wskroś "retromaniackiego" Juniora do świata swoich tekstów. Na debiutanckim krążku głos kojarzył mi się dużo bardziej z funkcją dodatkowego intrumentu, który miał wzmacniać jedynie efekt fascynacji i tęsknoty za brzmieniem maszyn z lat 80. Teksty wyśpiewywane w języku Szekspira rozmywały się w morzu tęsknoty. Nadal ejtisowo bracia poczynali sobie na wydanym w roku 2019 "W naszych domach". Pojawiły się też teksty w języku polskim. Pamiętam uczucie zaskoczenia podczas pierwszych odsłuchów tej płyty - "to oni serio śpiewają? To nie będzie takie nasze lokalne Tycho?". 



"Kresz" pozbawia w tej kwestii jakichkolwiek złudzeń. To album na wskroś oparty na równie chwytliwych (momentami zawadiackich), co same melodie tekstach. "Ten kraj jest taki nudny, nikt nie lubi tańczyć" to tylko jeden z takich cytatów, które po chwili stają się naturalnym biegiem idealnym dopełnieniem klimatu, który bracia Zagrodni pragną przywołać w warstwie istrumentalnej. Co chwila puszczają do nas oko, wrzucając to tu, to tam nazwy składów muzycznych, kojarzonych nie tylko z latami 80. czy 90, co czyni ten zestaw dużo bliższy młodszej publiczności. 

"Kresz", pomimo kilku wad (główny zarzut: zbytnie podobieństwo części utworów), przepełniony jest energią, która zbliża dzisiejszy Bluszcz dużo bardziej do świata muzyki pop-rockowej. Przynosi zespołowi materiał, który ma szansę uczynić ich występy dużo bardziej radosnymi, żywiołowymi, tanecznymi.

Jednocześnie nie brak w tym wszystkim tego, co uczyniło Bluszcz popularnym na tle setek innych podobnie grających składów. Umiejętności zabawy cytatem, czy to muzycznym, czy właśnie tekstowym. Hej, posłuchajcie tego zestawu i poczujcie się przez moment, jak na dansingu/dyskotece z lat 80. i 90. Dokładnie tam, gdzie Wasi rodzice podpierali ściany, bo przecież "ten kraj jest taki nudny, nikt nie lubi tańczyć". ;)

Bracia Zagrodni byli naszymi gośćmi w ostatnim wydaniu Muzycznego Wrocławia. Odsłuch rozmowy i nowych kompozycji u dołu tej strony

-- 
Za nami także kolejne spotkanie z Michałem Kwiatkowskim z Radia Wrocław Kultura - czyli dawka alternatywy w ramach "Nie było grane w Muzycznym Wrocławiu".

W ostatnim wydaniu MuzWro przenieśliśmy się do świata cumbii. Na natenie Muzycznego Wrocławia zabrzmiał głos reprezentanta formacji Faustina Calavera - Mariano De Oña Martineza. Znów było trochę tanecznie, tym razem w klimacie latynoamerykańskim.




Faustina Calavera to międzynarodowy zespół złożony z siedmiu muzyków z Argentyny, Chile, Meksyku, Norwegii i Polski. Połączyła ich miłość do charakterystycznego rytmu cumbii i zamieszkanie we Wrocławiu. Przypomnijmy, cumbia to taniec powstały w XVII wieku w Ameryce Południowej jako miks kultury afrykańskiej i latynoskiego folkloru. Przez lata wchłaniała kolejne inspiracje - od psychodelicznego rock’a po electro i ska.  Fuzja tych dźwięków, kultur, różnic i podobieństw sprawiła, że rytm cumbii każdego porwie do tańca. Sprawdźcie to dziś z nami!

W dalszej części programu połączyliśmy się z Katowicami. Tam czekał na Was Michał Wajdzik-Radziejowski z formacji The Party Is Over - obecnie także twórca solowego projektu Rabbit On The Moon.

Z Michałem porozmawialiśmy krótko o pierwszym singlu z płyty „Muzyka Endemiczna”. Ta płyta to muzyczna podróż przez rejony IDM i ambientu. Łączy pulsujące bity z przestrzennymi dźwiękami. W swoim koncepcie nawiązuje do relacji człowieka z naturą. Muzyka endemiczna to twórczość, która ewoluowała gdzieś obok głównych nurtów elektroniki i szuka swojej własnej drogi. 

Teledysk do pierwszego singla został zrealizowany we współpracy z Princess Ana - polską VJ-ką, na codzień tworzącą wizualizacje dla tego projektu i Łukaszem Wasiakiem reżyserem i filmowym „człowiekiem orkiestrą”. Wykonany w technice kukiełkowej w scenografii wykonanej z makiet, przenosi nas do równoległego świata w którym ludzkość niszczy przyrodę. Są tu odwołania do problemu smogu, globalnego ocieplenia i innych nurtujących ludzkość problemów.

Naszą płytą wieczoru było najnowsze dzieło berlińskiego, dark wave-owego duetu NNHMN, znanego wcześniej jako Fuka Lata. Posłuchamy wspólnie fragmentów EPki zatytułowanej "Deception Island I". 



Odsłuch całości programu tutaj...



... a za tydzień zapraszam Was m.in. na spotkanie z formacją Świernalis oraz Agimem.

Do usłyszenia!
Maciek Szabatowski 

REKLAMA

To może Cię zainteresować