"Muzyczne ja" czyli jak wrocławianie słuchają muzyki

Piotr Bartyś, MJ | Utworzono: 01.01.2018, 23:33 | Zmodyfikowano: 01.01.2018, 23:33
A|A|A

fot. CC0 Creative Commons

Profesor Michael Fleischer przekonywał mnie, że na świecie nie ma nic ważniejszego niż amerykański punk rock. Michał Łuczak, prezes zarządu Mercedes-Benz Grupa Wróbel, grał muzykę drogi. Saunamistrz Kacper Danisiewicz (lat 23) zaczął od "Love Me Tender" Presley'a. A wiedza muzyczna prezydenta Dutkiewicza wywołała lawinę telefonów zdumionych słuchaczy.

Od trzech i pół roku we wtorki między 18 a 20 na antenie Radia RAM pojawia się program, gdzie pytam mieszkańców Wrocławia i ludzi z nim w jakikolwiek sposób związanych, a nie zajmujących się zawodowo muzyką, jaką rolę odgrywa ona w ich życiu. Lekarze i naukowcy, fotografowie, architekci, graficy, sportowcy, reżyserzy, działacze społeczni. Pytam: czy muzyka ich wzrusza, czy tylko szemrze gdzieś w tle codziennych zajęć? Na ile potrafi zmienić świat? Do czego im służy?
Dwie godziny muzyki niekoniecznie związanej z codzienną playlistą Radia RAM, a przecież jakże fajnie uzupełniającą gamę muzyczną naszej stacji.
Wiele spotkań, mnóstwo ciekawych rozmów, fascynujących postaci, niekoniecznie z pierwszych stron gazet. I przede wszystkim muzyka. Jak jej słuchamy? Przekrojowo. Cały czas ważny dla nas jest - pozwolę sobie powiedzieć - "inteligencki etos": Młynarski, Przybora i Wasowski, Kaczmarski, Niemen, z młodszych - Andrus i Nohavica. Cohen. Powraca klasyka rocka - Floydzi, Queen. Także Depesze. To też już klasyka. Ale też coraz częściej Brodka, Taco Hemingway i Mikromusic. Pamiętamy o Drake'u, co mnie cieszy. Poza tym bardzo szerokie spektrum - od Bacha do tybetańskich mantr, które przyniósł i kolorowo o nich opowiadał antropolog teatru i reżyser, profesor Mirosław Kocur. 
Za każdym razem zapraszając gościa na program powtarzam, że to audycja muzyczno-słowna, gdzie obok dźwięków równie ważne są historie, muzyczne wspomnienia, miejsce w biografii, jakie dany utwór zajmuje i proszę, żeby pod tym kątem dobierali utwory. I takie też obrazy słowem malowane pojawiają się na antenie. Wspomnienia z dzieciństwa. Podróże. Koncerty. Dawne przyjaźnie. Często słyszę, jaką frajdą było wybieranie tych szesnastu, osiemnastu utworów (tyle mniej więcej mieści się w programie). Że to trudne, bo playlista za krótka. Jak tu jednym nagraniem podsumować czasami cały okres życia? Za każdym też razem proszę o przesłanie playlisty jeszcze przed programem. I - z zasady - w nią nie ingeruję. Ok, raz tylko przez cały ten czas poprosiłem gościa o zmiany, kiedy zaproponował zestaw wyłącznie współczesnej muzyki, hmm... bardzo poważnej. Ja bym wytrzymał, ale kto poza mną...?

Cóż, konsekwencje tego wcześniejszego wysyłania playlisty bywają niekiedy zabawne. Zaprosiłem do programu szefa działu kulturalnego "Gazety Wrocławskiej" Roberta Migdała. Na trzy godziny przed przychodzi mail. Patrzę. Ok - jeszcze raz patrzę. Nic się nie zmienia. Jarocka. Krawczyk. Tercet Egzotyczny. Violetta Villas. Zestaw zacny, ale - umówmy się - mało RAMowy. Ze zbolałym wyrazem twarzy dzierżąc przed sobą playlistę idę do pokoiku obok mojego, gdzie jak zwykle mocno po godzinach szefowa Radia RAM, Monika Jaworska:
- Mona, zobacz. No Zobacz!
- Czekaj, zrobię ci fotę.
I Monika trzaska mi zdjęcie z płaczliwym wyrazem twarzy, kartką z playlistą w ręku i wrzuca na fejsa z komentarzem: "Nic jeszcze przed programem "Muzyczne ja" tak nie poruszyło Piotra Bartysia, jak playlista Roberta Migdała. Co takiego zagra? Przekonacie się po 18.00"
Zbliża się pora programu. I przychodzi Robert z trzema olbrzymimi paczkami chusteczek. Od razu mnie rozbroił. A potem swoimi opowieściami sprawił, że słuchało się świetnie. Mimo Krawczyka.



Najbardziej zaskakującą playlistę przygotował, profesor Tomasz Zaleśkiewicz, wybitny specjalista psychologii ekonomicznej, którego bibliografia jest dłuższa niż dzieła zebrane Kraszewskiego, a jego wiedza muzyczna tak rozległa, że równie dobrze jak o gospodarowaniu pieniędzmi i ryzyku giełdowym mógłby w tej chwili zasiąść przy mikrofonie i prowadzić audycje muzyczne. Każdy utwór wiązał się z poprzednim i następnym. Najpierw Johnny Cash śpiewający "Personal Jesus" Depeche Mode, potem Martin Gore śpiewający Kurta Vile'a, potem Bowie (tu powiązanie oczywiście przez okres berliński, a poza tym Bowie też wykonywał "The Alabama Song"). Tak się zaczynało i rozszyfrowanie owych koneksji w tym miejscu było proste, ale dalej na playliście było kilka miejsc, gdzie musiałem się sporo nagłowić, o co chodzi?

W czasie "Muzycznego ja", kiedy Ty, Drogi Słuchaczu, masz muzykę, my w studiu... różnie. Czasami przerzucamy się z gościem historiami, uzupełniamy wątki rozpoczęte na antenie. Ale staram się, aby nie powtarzać tego samego poza anteną. Tak, żeby wszystko było świeże - wymiana myśli, emocje. Niekiedy milczymy i słuchamy muzyki. Bo piękna. Ale też zdarzyło mi się z gościem tańczyć - z Teresą Kachniarz, najbardziej wyluzowanym dyrektorem banku na świecie. Co do samego tańca - ona potrafi, a ja udawałem, że potrafię. Do dziś mam nadzieję, że skutecznie.

I jeszcze jedna rzecz. Często po programie słyszę: "Ale to był twój znajomy?" Uroczyście oświadczam, że nie mam aż tylu znajomych we Wrocławiu, od lat wieczorne programy w radiu skutecznie ograniczają aktywność towarzyską. Często z moim gościem po raz pierwszy spotykam się tuż przed programem. A że za chwilę fajnie spędzamy czas, to już inna sprawa. Sprawdź! "Muzyczne ja" w każdy wtorek między 18 a 20 zaprasza Piotr Bartyś.

REKLAMA

To może Cię zainteresować