Kate Bush wyrusza w trasę koncertową?

Wojciech Jakubowski | Utworzono: 23.03.2014, 23:59 | Zmodyfikowano: 23.03.2014, 23:59
A|A|A

fot. www.katebush.com

Zaledwie kilka dni temu na antenie Radia RAM przypominałem dziwną przypadłość znakomitej wokalistki:

35 lat temu wystąpiła po raz pierwszy, w ten sposób zainaugurowała trasę koncertową wiodącą przez 28 europejskich miast. "Tour Of Life" rozpoczął się od show w teatrze Empire w Liverpoolu.

Każdy z koncertów był 2,5-godzinnym spektaklem pełnym tańca i barwnych obrazów.

Wokalistka aż 17 razy zmieniała kostium. To była pierwsza i zarazem ostatnia trasa Kate Bush.

Po latach wspomina, że choć z jednej strony uwielbiała te występy to z drugiej czuła się na scenie mało komfortowo, a w trakcie kilku pierwszych wieczorów była wręcz przerażona.

- Cenię sobie prywatność - mówiła - i dlatego występowanie jest dla mnie takie trudne.

Jak dotąd w kolejną dużą trasę nigdy już nie wyruszyła, jednak zdarzyło się jej jeszcze kilkakrotnie wystąpić gościnnie na prośbę przyjaciół, m.in. Davida Gilmoura, który odkrył jej talent i sfinansował pierwszą sesję nagraniową. Pojawiła się także u boku Petera Gabriela i znów to samo uczucie: za każdym razem paraliżujące przerażenie.

Tymczasem wokalistka na swojej stronie internetowej ogłosiła właśnie niesamowitą wiadomość.

W londyńskiej Eventim Hammersmith Apollo wokalistka zamierza dać serię 15 koncertów. Pierwszy z nich zaplanowano na 26 sierpnia, a ostatni na 19 września. Całość opatrzono tytułem: "Before The Dawn".

Jednocześnie Kate Bush, pełna zachwytu, że będzie mogła spotkać się ze swoimi fanami, informuje, że niebawem poda kolejne daty i miejsca swoich występów!

To naprawdę nie 1 kwietnia?

W 1978 Kate Bush wydała debiutanckie „The Kick Inside” z największym hitem w karierze, utworem „Wuthering Heights”, który jako jedyny do tej pory dotarł do 1 miejsca zestawienia singli.

Kate mogła wówczas wybrać drogę łatwą i przyjemną - od przeboju do przeboju, spychając na drugi plan ambicje artystyczne. To jednak zdecydowanie jej nie odpowiadało. Nie dała się wepchnąć w koleiny wokalistki, której debiut przyniósł światową sławę a zatem teraz trzeba świat karmić kolejnymi smakowitymi kąskami, bo tego się od niej oczekuje. Przebojowość, a co za tym idzie wysokie miejsca na listach przebojów miały być efektem ubocznym twórczości - najważniejsze było to co ma do powiedzenia, a z płyty na płytę forma przekazu stawał się dla odbiorcy coraz trudniejsza i mniej strawna. Co jednak ciekawe ta strategia w dłuższej perspektywie dała znakomite rezultaty, a słuchacze, choć wystawiani na coraz to cięższe próby, nie odwrócili się od Kate. Ot chociażby album „The Dreaming” z 1982 roku. Co prawda poniósł komercyjną klęskę, ale dziś uważany jest za jeden z najlepszych w jej karierze. Sama wokalistka przyznała, że w tamtych czasach taka antykomercyjna volta była szaleństwem i o szaleństwo całkiem poważnie mogła być podejrzewana ona sama. Ale taki właśnie miał być ten album, bez względu na konsekwencje, a te mogły być zgubne. Kolejne lata pokazały jednak, że nie tak łatwo zrazić fanów i stracić ich zaufanie. I tak właśnie wyglądały początki kariery tej bezkompromisowej i zdecydowanej wokalistki. Artystki, która kuszona była łatwą i przyjemną karierą, o wybór której zresztą nikt pewnie nie miałby do niej pretensji. Zdecydowała jednak inaczej, postawiła na niezależność, zyskując w ten sposób nie tylko szacunek słuchaczy, ale i samego - no właśnie, show biznesu!

Najnowszym albumem wokalistki jest "50 Words For Snow" z 2011 roku.

Tagi:
REKLAMA

To może Cię zainteresować