W Polsce ukazała się niedawno jej druga solowa płyta „Bloom”. Ale był to tylko pretekst do rozmowy z byłą wokalistką formacji Lamb. Lou Rhodes opowiadała Radiu RAM o swych miłosnych rozterkach, o tym, co ją w życiu zawodzi, wzrusza, fascynuje. A wszystko to wplecione w muzyczną drogę, którą kroczy już ładnych parę lat.
Michał Sierlecki: Moim
gościem jest Lou Rhodes. Witaj. Zdecydowałaś zerwać z nurtem trip-hop,
elektroniką, drum n’ bass. Zakończyłaś współpracę z Andy’m Barlow’em i formacją
Lamb. Ale w zasadzie nie mam powodów do narzekań. Stworzyłaś fantastyczne utwory,
postawiłaś na brzmienie akustyczne, raczej piosenki , niż dźwięki, jak
wspomniałaś w jednym z wywiadów. Czy mogłabyś opowiedzieć o swoim ostatnim
albumie „Bloom”, który nagrałaś ze znakomitymi muzykami i producentem?
Lou Rhodes: - Dziękuję. To w zasadzie kontynuacja tego , co
chce robić jako artystka solowa. Był to cały proces, który rozpoczął się już
pod koniec działalności Lamb. Bardzo chciałam rozpocząć karierę solową, byłam
ogólnie zmęczona elektroniką. Zależało mi na wolności tworzenia z prawdziwymi
instrumentami. Nie być zmuszonym do programowania różnych rzeczy. Jest duża
swoboda w tym , że mogę napisać piosenkę na głos i gitarę. Dlatego „Bloom”
stanowi kontynuację mojej podróży.
I ponownie
współpracowałaś z Emre Ramazanoglu, tak? Jak się poznaliście?
- Mój managment zaproponował mi z nim współpracę. Emre
wcześniej pracował także z Tricky’m i chyba miał wówczas ciężki okres. Dlatego
padła propozycja, bym przesłała mu dema i tak to się zaczęło. On ma świetne
ucho, poza tym lubię nagrywać w atmosferze dyskusji i wzajemnego zrozumienia.
To nie tylko akustyczne podejście, lecz czasem zwrócenie uwagi na ustawienie
mikrofonu, brzmienie muzycznej przestrzeni i on jest bardzo dobry w
wychwytywaniu takich spraw. Myślę , że to dopiero początek naszej współpracy.
Udało Ci się
zgromadzić doskonałych muzyków , jak choćby Stephen Junior na gitarach. John
Thorne i Lucy Shaw jako sekcja basu, smyczki i nawet banjo , na którym gra
David Coulter.
- Tak, to cudowne móc pracować z tak zdolnymi muzykami.
Byłaś nominowana do
„Mercury Prize” za swój pierwszy album solowy „Beloved One” i w czasie sesji przeniosłaś się z Londynu na
wieś do Ridge Farm. Czy to był dla
Ciebie powrót do korzeni, odnalezienie czegoś naturalnego?
- To był dla mnie bardzo trudny okres. Moje małżeństwo
się rozpadło. A chodzi o ojca moich dzieci. Był lipiec 2004 roku i przeniosłam
się na Ridge Farm, ponieważ musiałam odkryć siebie na nowo. I „Beloved One”
było częścią tego procesu , bardzo istotną jego częścią. Życie na wsi ma bardzo
duże znaczenie. Otoczenie i ludzie Ridge Farm byli bardzo ważni . Możliwość
znalezienia sobie własnej przestrzeni i przebywania wśród osób, które ją mają,
okazała się nieoceniona.
Dorastałaś w rodzinie
muzyków. Czy możesz opwiedzieć kilka słów o swojej mamie? Śpiewała muzykę folk,
prawda?
- Tak. I nadal to robi. Nie ma już dziś tak wielu koncertów.
Ale, gdy byłam mała, występowała w różnych klubach. Czasami byłam sama, a czasem
do niej dołączałam. Myślę , że to taka moja muzyczna edukacja od wczesnego
wieku. Słuchanie prób jej zespołu. Podobnie dzieje się teraz z moimi
dorastającymi synami. Muzyka staje się częścią ich życia.
Twój album „Beloved
One” kończyła kompozycja „Why” z
muzyką wykonywaną tylko na głos a capella. A nowy krążek rozpoczynasz od
nagrania „Rain” z tekstem: ... znam mężczyznę ze światem na swych
ramionach, ale przyjdzie deszcz i zmyje to wszystko i przyniesie słońce…Wydaje
się, że piosenka ta koncentruje się wokół nadziei…
- To opowieść o kimś , kto jest mi drogi , ale mieszka
bardzo daleko. Myślę o nim każdego dnia. I to utwór właśnie o nim i o nadziei.
Następnie mamy temat „Greatness In a speck of dust” ze
słowami : ...czasem czuję niepokój uwikłana
w życie dzień po dniu i nagle coś nieoczekiwanego powoduje śpiew mojej duszy…
Czy mam przez to
roumieć , że jesteś osobą spontaniczną i kiedy chcesz, to po prostu śpiewasz?
- To bardziej opowieść o duszy . Bywam spontaniczna , ale tu
chciałam wyrazić emocje, jakie towarzyszą nam każdego dnia , gdy zmagamy się z
życiem. Są problemy nas przygniatające i nagle można zobaczyć zachód słońca ,
czy kwiat, coś zupełnie małego, co uwolni twego ducha i pozwoli dostrzec, jak
jesteś mały wobec kosmosu i jak te problemy są mało istotne.
Myślę, że kluczem do Twego albumu są teksty. Masz niebywały dar przelewania nastroju na papier.
Współpracowałaś
niedawno z The Cinematic Orchestra .
Występowałaś z nimi w ubiegłym roku w Royal Albert Hall. Jakie emocje Ci
towarzyszyly także przy okazji kontaktu z Jasonem Swinscoe?
- On jest cudowny. Pochodzi z Manchesteru , z północnej części
Anglii , skąd i ja pochodzę. Nadajemy na podobnych falach. Myślę , że w Polsce
ludzie z tych samych regionów też po prostu lepiej się rozumieją. Nagrywanie w
Royal Albert Hall z pełną orkiestrą było jak spełnienie marzeń. Nigdy tego
wczesniej nie robiłam. Sam obiekt jest oczywiście imponujący, krągły. To nadzwczajne miejsce, a atmosfera
była elektryzująca.
Ten album nagrany na
żywo brzmi zjawiskowo, wiesz?
- Tak. Chciałabym, by został również sfilmowany, bo wyglądało
to niesamowicie.
Kolejne nagranie,
które mnie porusza to utwór Icarus. A
zwłaszcza słowa:... jest pewna mądrość w samotności…Czy
myślisz , że czasami , kiedy żyjemy samotnie, może być to dla nas pewnego
rodzaju terapia?
- Cóż …tak to teraz odbieram, gdyż jestem sama ….ten ostatni
rok był dla mnie bardzo trudny…w kwietniu zmarła moja siostra…rozpadł się mój
związek…co także posłużyło za temat piosenki. Było ciężko…I dlatego przebywanie
ze sobą w samotności to wielkie wyzwanie…. Bardzo łatwo jest zakończyć jeden
związek i rozpocząć nowy bez powrotu do swego wnętrza , do ponownego zadomowienia
się, oswojenia ze sobą…Myślę , że to właśnie robię przez ostatni rok . To
wielkie wyzwanie ale i nauka…..
Ale jest też nadzieja
w tej pieśni: … leżąc teraz w Twoich
ramionach nic nie wydaje się nieosiągalne…
-Tak (śmiech) Czekam ponownie na to uczucie (śmiech).
Co Cię fascynuje w
muzyce Henryka Góreckiego? Ten polski twórca skomponował III Symfonię i to ona natchnęła swego czasu Lamb do nagrania utworu
Gorecki.
- Myślę , że jego muzyka jest niesamowita. Ona przemawia
prosto do twej duszy. Nie można tego ująć w słowa, należy jej po prostu
słuchać. I dla nie tym powinna być muzyka. Głosem mówiącym do wnętrza. Staram
się , by moja twórczość była podobna.
W ubiegłym roku byłaś
na koncertach w Australii. Jak zostałaś tam przyjęta?
- Było fantastycznie. Australia to znakomite miejsce na
trasę. Najgorsze jest tylko pokonywanie odległości. A publiczność po prostu
kapitalna. Są tacy entuzjastyczni. Podejrzewam , że bierze się to także z ich
izolacji od reszty świata. Cieszą się , gdy artysta z obcego kraju ich
odwiedza. I kochają tam muzykę. To się czuje. Poza tym tam jest pięknie. Jedyny
problem to fakt, że tak naprawdę nie widzisz dzikich miejsc i zakątków
Australii. W czasie trasy skupiasz się tylko na dużych miastach.
Wystepowałaś tam
sama, czy z muzykami?
- Grałam ze Stephenem Juniorem, który wspomagał mnie na
gitarach. Potem ruszyłam sama w trasę po Europie. I to było kolejne
wyzwalające doświadczenie. Odnajdowanie siebie jako twórcy piosenek to poczucie
pewności, że mogę wykonać utwór na głos i gitarę. I odkryłam w czasie
koncertów, że jestem w stanie to robić.
Odnalazłem pewnego
rodzaju niepokój w utworze „This Love” na albumie „Bloom” i potem ta muzyka przeradza się w coś na kształt pędzących
dźwięków z katarynki. A słowa brzmią zaskakująco: … wszystko , co chcę wiedzieć, to
kto zcałuje moje łzy? To bardzo
smutne i mądre. I wreszcie końcówka: …ta miłość…jak żadna inna….
- Cóż można dodać więcej? Kiedy kończy się twój związek, nie
tylko tracisz kochanka, ale najczęściej swego najlepszego przyjaciela…I stąd
ten tekst o łzach i żalu za kimś, kogo zamieniasz na samotność…i to jest
najtrudniejsze. Przez ostatni rok nauczyłam się, jak ważne są przyjaźnie.
Musisz się podnieść, dźwignąć, zwłaszcza , gdy byłeś w związku opartym na
mocnej przyjaźni jeden na jeden. Doceniłam zatem swoich przyjaciół i oni
okazali się pomocni.
Zdecydowałaś założyć
własną wytwórnię płytową „Infinite Bloom” . To dla Ciebie nowe wyzwania. Jakie
masz plany związane z tą firmą? Słyszałem, ze Oddur Runarsson- gitarzysta Lamb,
ma zamiar nagrać u Ciebie materiał.
- To rzeczywiście ogromne wyzwanie. Kiedy pracowałam nad
pierwszym albumem „Beloved One” wiedziałam , że muszę być niezależna i pamiętam
jeszcze w czasie nagrywania z Lamb, ile kompromisów musieliśmy zawierać idąc na
układ z dużą wytwórnią i wydawcą płyt. Zatem moja twórczość potrzebowała
absolutnej wolności. Nie chciałam postępować wbrew sobie, gdy przyjdzie do
wydawania materiału. Naturalnie chcemy w przyszłości wydawać płyty innych
artystów. Na razie zaczynamy od Oddura. To EP-ka zatytulowana „Early Days”. Ale
w trakcie nagrywania jego albumu, który jest prawie skończony jako label
„Infinite Bloom” chciałam dać mu calkowitą niezależność i te piosenki przerodziły się z założenia czysto
akustycznego w twórczość rockową. Zatem ukończył materiał, ale chcemy mu teraz
pomóc znaleźć wydawcę bardziej odpowiedniego dla tego rodzaju muzyki. To trochę
jak pomaganie swoim dzieciom. Nie możesz do końca przewidzieć, jak one to przyjmą i jak się zachowają. Oddur
jest świetnym przyjacielem i kolega i chce go wspierać w tym projekcie.
Nawiązując do Twej
wzmianki, jak ważna jest pomoc przyjaciół, odnalazłem takie oto słowa w utworze
„They Say”: Idziemy się napić, idziesz z nami? - Raczej zostanę w domu i popłaczę.
- Od tamtego czasu trochę się zmieniło. Teraz prawdopodobnie
poszłabym na drinka (śmiech). Tak to
jest z piosenkami. Przeważnie piszesz je pod wpływem nastroju. I tak było z „They Say”. Musisz podążać za swymi
uczuciami i opisywać je. Oczywiście stany się zmieniają , a czas mknie naprzód.
Powiedziałaś kiedyś
takie zdanie: Im bardziej kocham, tym
mniej wiem. Czy nadal tak twierdzisz? Czy to się nie zmieniło?
- Myślę, że jestem jak małe dziecko jeśli chodzi o miłość w
dzisiejszych czasach. Wiesz, przeżyłam
torchę załamań sercowych. Takich, których wcześniej nie znałam. Ale staram się
od tego uciekać . A moje serce jest znowu wrażliwe.
Często w związku
dwojga ludzi daje się całego siebie i potem po rozstaniu trudno znów odnaleźć
choćby swoją małą cząstkę.
Kolejny utwór to „Bloom”
i takie oto słowa: Nadszedł czas , kiedy
niezależność zaczyna przypominać samotność. To także piosenka o tęsknocie.
I kończy się następująco: Wolałabym
raczej zatańczyć z tobą, świat czeka cierpliwie na nas, byśmy z nim rozkwitnęli.
Bloom to słowo klucz
do całego albumu..
- Tak. Bardzo je lubię. Oczywiście oznacza kwiat, ale to
także ludzkie istnienia. Ciągle rozkwitamy. Wiele rzeczy to sprawia. To nasze
wyzwania i nauka. Jest jeszcze dużo do zrobienia w rozkwitaniu od naszych
narodzin do śmierci (śmiech).
Jesteś fascynującą
kobietą. Z jednej strony w słowie „bloom” kryje się tyle nadziei , z drugiej
strony, gdy spoglądam na okładkę tego albumu, widzę ciemne kolory Twej twarzy i
tam jest cała tajemnica, coś, co mnie
przyciąga.
- Myślę, ze wiele rzeczy tworzymy w ciemnościach. Tam
podążamy z naszymi wyzwaniami. Musimy wejść w naszą ciemną otchłań, by wyjść z
niej ponownie i odnaleźć światło.
Może to także
tajemnica twórczości…
Zdecydowanie.. Obraz który zdobi okładkę albumu namalował
mój przyjaciel Tim Gates. Myślę , że on maluje miejsca, które ja opisuję. Jest
pewnego rodzaju zależnośc między kwiatem i twarzą, gdyż są podświetlone i
wyłaniają się z ciemności.
Jesteś także mamą
dwójki dzieci. Czy odziedziczyły po Tobie talent muzyczny?
- Tak. Są umuzykalnieni. Sądzę , że muzyka jest częścią ich
życia. Słuchamy jej także dużo w domu. Śpiewamy nasze ulubione piosenki, sporo
gram. Oni już też zaczynają muzykować. Obaj na perkusji. Ich tata jest
perkusistą. I na Boże Narodzenie mój najstarszy syn dostał perkusję. Ma teraz
10 lat i zdobywa pierwsze oceny z nauki gry na tym instrumencie. Najmłodszy też
ma talent. Świetnie śpiewają. Kiedy słuchamy nagrań, jedna piosenka się kończy
, następna zaczyna, a mój syn nuci jeszcze tę poprzednia i powtarza melodie
bezbłędnie.
Jakie są twoje plany
na nalbliższe miesiące? Wiem, że
wybierasz się z koncertami do Europy i że to mają być kameralne koncerty, tylko
Ty i gitara. I będziesz blisko Polski, na przykład 12 lipca wybierasz się na Ostrava
Festiwal do Czech.
-W zasadzie w Czechach będę grać z zespołem. Tak to zwykle
jest na festiwalach, że spodziewają się więcej muzyków na scenie. Zamierzam też
zagrać kilka intymnych koncertów akustycznych, na gitarę i głos w małych
klubach. Ale w Czechach tez będzie miło,
bo dawno nie grałam z moimi muzykami.
Bardzo dziekuję za
wywiad.
- Również dziekuję i mam nadzieję, że kiedyś przyjadę do
Polski.