W tym tygodniu proponujemy Wam osiem nietuzinkowych kompozycji... „Japoto” to nasz album na siedem nadchodzących dni!
Japoto? A co to takiego, mógłby zapytać ktoś. I nie byłoby to pytanie nieuzasadnione. Zespół na wrocławskiej i ogólnopolskiej scenie istnieje w sumie od niedawna, ale tworzący go muzycy nie pojawili się znikąd. Grupę tworzą bowiem doświadczeni muzycy, którzy dali się już poznać dzięki grze w wielu innych formacjach: Damian Pielka - gitara i śpiew, Lech Janerka, Pogodno, Krzysztof Zalewski - śpiew, wspomagał grupę Hey podczas ich ostatniej trasy koncertowej, Michał Mioduszewski - perkusja, Lech Janerka i No!No!No!, Tomasz Leś - gitara i śpiew, trio 100-nka a także ABRAdab. Zresztą niech przedstawią się sami:
12 października tego roku, na przeglądzie „Wrocławski Sound", premierę miała ich pierwsza płyta, zatytułowana po prostu „Japoto". A na niej... Osiem kompozycji, w których dominują gitary, gitary i jeszcze raz gitary! Słuchacz otrzymuje olbrzymie spektrum brzmień wydobytych z tego instrumentu i jeżeli jest fanem dźwięków generowanych elektrycznie to myślę, że pokocha tę muzykę. Słychać bowiem, że panowie lubią popisywać się swoimi umiejętnościami, a są one niemałe. Najczęściej wspomniane instrumenty brzmią ostro, rockowo, dynamicznie, niosąc ze sobą potężną dawkę energii. Na dodatek niekiedy są to brudne, ciężkie brzmienia, jak chociażby w „Euforii" czy „It's Time", czasami panowie dodadzą piękny pogłos, jak, m.in. w „When", „Something" czy „Splendid Evening", które znacie z RAM PL, innym razem pokuszą się o ostry przester; nie brakuje i długich, soczystych pasaży - „Me", czy dialogów dwóch instrumentów „Lookin'".
Gitary, które wiodą tu prym to jednak nie wszystko. Warto też zwrócić uwagę na ciekawe wokale: odrobina beatboxu, w „When" czy „Me" - odpowiada za nie Zgas, wielokrotny Mistrz Polski w tej trudnej i nietuzinkowej sztuce, na dodatek w tym samym „When" usłyszymy Natalię Przybysz! Intrygująco nakładają się na różnych planach głosy w „It's Time", pojawiają się też tajemnicze wokalizy, pięknie, przestrzennie głosy brzmią w „Nie Wiem", czasami muzycy przepuszczą to wszystko jeszcze przez różnego rodzaju cyfrowe urządzenia...
Niekiedy nieśmiało odezwie się saksofon Marka Pospieszalskiego - „Something", „Nie Wiem", prawdziwą perełką jest Hammond Piotra Zabrodzkiego w „Me".
Częste zmiany tempa, pauzy w najmniej oczekiwanych momentach umiejętnie budują nastrój i konstruują dramaturgię utworów, czyniąc jej jeszcze bardziej intrygującymi.
Niewątpliwie jest to płyta, z którą warto wnikliwie się zapoznać, dobrze wsłuchać. Miłośnikom pięknie brzmiących gitar, choć nie tylko im, bo i tym, którzy lubią pomysłowe, niekonwencjonalne muzyczne rozwiązania i brzmienia, przyniesie sporo radości! Cieszy też, że znów, po części, dźwięki to z Wrocławia...