Maria Awaria - oj narozrabiała. Dwa tygodnie temu wspominałem o zeszłorocznej
premierze tej płyty - dziś nie sposób do tematu nie powrócić, bo się
porobiło.
Po siedmiu dniach od premiery album zadebiutował wówczas na
trzecim miejscu najlepiej sprzedających się albumów w naszym kraju, w
następnym notowaniu było już miejsce pierwsze i złota płyta na koncie. Kiedy
fani głosowali nogami i portfelami przez prasę przetaczała się dyskusja na
temat warstwy tekstowej piosenek. Z jednej strony „Dziennik” pisał: „Peszek
tworzy niegłupie teksty i razem z kompozytorem Andrzejem Smolikiem
przygotowała świetną muzykę, której klimat nawiązuje do pierwszych albumów
Bjork. „Maria Awaria” jest pełna wulgaryzmów, ale nie burzy dobrego smaku
lecz porządek w polskiej muzyce”.
Tymczasem odmiennie na sprawę
spoglądał „Nasz Dziennik” i atakował: „Maria Peszek to piosenkarka o znanym
nazwisku, ale kiepskich artystycznych osiągnięciach. Ponieważ najwyraźniej
pani Peszek brakuje talentu muzycznego czy aktorskiego, to kreuje się ona
przy pomocy przychylnych mediów na postępową piosenkarkę, która
przeciwstawia się faszystowskim ideologiom i śpiewa o tym, o czym nikt inny
by się nie odważył. Dlatego zapewne w jej piosenkach jest tyle
obsceniczności, wulgaryzmów".
A co na to sama zainteresowana? - „Myślę, że
kontrowersja jest składową sukcesu tej płyty, ale też jakby niezamierzona i
niezamierzony był cały ten szum, który później się wydarzył, wręcz
zaskakujący, ale na pewno nie przeszkodził”- mówiła Maria Peszek w
wywiadzie dla Radia Ram.
Warto przypomnieć, że całą tę prasową dyskusję
zakończyła w styczniu 2009 „Polityka” przyznając Peszek swój prestiżowy
Paszport, jednak wielokrotnie wokalistka musiała się się jeszcze tłumaczyć
ze swoich piosenek.
Muzyka dzień po dniu (Posłuchaj):
Więcej muzycznych felietonów Wojtka Jakubowskiego znajdziesz w zakładce MUZYKA, a TU wczorajszy.