• Czwartek 09 lutego 2012 r.

Kultura

Toy Story 3 ******. Zobacz fotosy

Fot. mat. prasowe

„Toy Story” 3 to idealne dopełnienie trylogii. Pozwala znaleźć filmom z Chudym i Buzzem miejsce obok największych klasyków dziecięcej literatury.

Pierwsze „Toy Story” jest już klasykiem, choć piętnaście lat temu było rewolucją – pierwszym pełnometrażowym filmem, stworzonym w całości przy pomocy komputera. Technologia przyjęła się szybko, a „Toy Story” sprzed laty wygląda na tle niektórych pomysłów konserwatywnie. Trzecia część powstała już w technice 3D, ale jednym z tematów filmu wciąż jest nieubłagany postęp, jego wpływ na nasze codzienne wybory i los wykluczonych.

W pierwszej części do głosu dochodziła komputerowa świadomość – Buzz Astral ( w oryginale Lightyear, na jego cześć po latach nazwano opony Zygzaka McQueena w „Autach” ) myślał, że naprawdę jest astronautą, który potrafi latać, a dzięki laserowi spełni tajną misję. Z odsieczą szła prawdziwa ikona, amerykański bohater: kowboj. Chudy był ulubioną zabawką, mimo że oferował jedynie parę odzywek ( „ktoś zatruł studnię” ; „w moim bucie jest wąż” ). Twórcy „Toy Story” znaleźli miejsce w nowych czasach dla odwiecznych bohaterów. A historia ożywających nocą zabawek przypominała klasyczne, baśniowe opowieści. Finał rodem z kina akcji pozwalał zachwycić nową technologią.

Nowości nudzą się równie szybko jak dzieci w czasie deszczu. Zepsute, odłożone na bok zabawki – to był temat drugiej części „Toy Story”. Znów najważniejsze przesłanie zostało wyśpiewane w rytm muzyki Randy’ego Newmana. W polskiej wersji tytułową piosenkę „Ty druha we mnie masz” śpiewa Stanisław Sojka i trudno doszukać się lepszego utworu z całej fali filmów animowanych, które docierają do polskich kin przez ostatnich 20 lat. Dwie pierwsze części „Toy Story” stały się ważnym wspomnieniem dla pokoleń, dorastających w tym dwudziestoleciu. Trzecia część, która dociera po latach, to nostalgiczne pożegnanie z dzieciństwem. Tak dla bohaterów, jak i dla widzów.

Andy, posiadacz zabawek, które ożywają, wybiera się już na studia. Wątpliwe, żeby wziął ze sobą jakąkolwiek figurkę, zabawki czeka trudny los, zostaną porzucone. Nie wszystkie będą potrafiły pogodzić się z tym faktem, dojdzie do dramatycznych podziałów. Najpierw jednak twórcy „Toy Story” przypomną nam lata świetności, w efektownej sekwencji otwarcia, będącej wspomnieniem beztroskich zabaw z użyciem wszystkich bohaterów. To także niezwykła projekcja świata widzianego oczami dziecka, dorastającego współcześnie. Tak właśnie chce się bawić mały człowiek, wychowany na filmach z efektami specjalnymi, natrętnych reklamach i programach telewizyjnych z najbardziej zdumiewającymi zwrotami akcji. Inscenizowany napad na pociąg i interwencja kosmitów to również swoisty teaser. Andy i Buzz, niczym Indiana Jones czy James Bond, pojawiają się w nowym odcinku w samym środku przygody, która nie będzie miała wiele wspólnego z późniejszymi, najistotniejszymi wydarzeniami.

Bohaterów czeka w „Toy Story 3” prawdziwy szok. To znów połączy ich z widzami. Twórcom udało się zagrać z popularnymi konwencjami kina już nie tylko za pomocą figur. Nowi bohaterowie to Ken i Barbie, dzięki którym można się wiele razy pośmiać. To taki „Seks w wielkim mieście” dla zabawek.  Poza jednoznacznym ukłonem w stronę „Rio Bravo” i kina gangsterskiego autorzy operują raczej nastrojem. Inscenizacją komputerową i dialogiem budują atmosferę rodem z kina grozy, horroru, westernu, czynią z trzeciej „Toy Story” dramatyczną opowieść o ucieczce z więzienia. Scen z demoniczną twarzą Misia-Tulisia o zapachu truskawkowym nie powstydziliby się mistrzowie budowania napięcia. Światło rzucane na poszczególne części scenografii gra ważną rolę, a montaż dorównuje trylogii o Bournie. Sekwencje ataków szału dzieci z przedszkola mogą przestraszyć weteranów kina grozy. Ciarki przechodzą po plecach, by ustąpić miejsca wzruszeniu. „Toy Story 3”, jak każda część serii, ma swój morał, ale podany mimochodem, bezszelestnie wplatający się w rozmowę o filmowych atrakcjach.  Jak klasyczne bajki, które przeszły do historii literatury, „Toy Story” poważniej niż nam się wydaje opowiada o sprawach istotnych, przy czym stara się ani przez chwilę nie sprawiać wrażenia poważnej opowieści. Widzowie dorastający z Andym, Buzzem i Chudym mogą jednak zmieścić trzy części „Toy Story” na tej samej półce, co literacką klasykę.

Kubuś Puchatek na przykład to dla filmowych bohaterów wciąż nobilitacja, do Stumilowego Lasu warto uciec przed towarzystwem Shreka, który zmienił sposób serwowania kinomanom animowanych widowisk, ale sam jedynie odcina kupony od pierwszej części. Pierwsze „Toy Story” miało swoją premierę na długo przed „Shrekiem”. Trzecia część wchodzi na ekrany zaraz obok ostatniej porcji przygód zielonego ogra. „Toy Story 3” i „Shrek Forever” wykorzystują technologię 3D. Zobaczymy jaki użytek zrobią z niej fani tej bardziej rozrywkowej, godzącej dorosłych i dzieci produkcji. W „Toy Story” 3D zbliża nas do bohaterów, ale nie przeszkadza. Nie jest też niezbędne, film będzie doskonale bawił także na zwykłych ekranach telewizorów, gdy dziecko zechce oglądać kolejną część przygód Buzza i Chudego w domu, zapewne bez chwili przerwy. Wszak są tu momenty diabelnie pomysłowe i dowcipne - plan, który wcieliła w życie kompania Chudego nie ma sobie równych. Gang z „Ocean’s Eleven” nie odmówiłby mu pomysłowości. Tryb, na który przełącza się w trakcie wydarzeń Buzz Astral jest zaś prześmieszny. I znów ma nam coś do powiedzenia.

Rzadko zdarza się, by trzecia część serii trzymała tak dobry poziom i równie mocno służyła każdemu pokoleniu. „Toy Story 3” mówi do nas tak pięknie jak prawdziwe wspomnienie z ulubionej zabawy - nie zdążymy przewidzieć, co za chwilę poczujemy. Trzeba dać się ponieść dzieciństwu. Jak zauważa krytyk „New York Timesa” historia grupy plastikowych figurek, która dla obcego jest zwykłą kupką śmieci, „może być epicką opowieścią o przyjaźni i miłości oraz melancholijną medytacją o przemijaniu i stracie”. Nowy rozdział życia zaczyna się ze znajomą zabawką w kartonie, ściskając w ręku pogięty bilet.

Oceń

  • Current.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Średnia ocena: 4.63 Ilość głosów: 8

multimedia

Zdjęcia



Radio Wrocław on Facebook

Poleć znajomemu

*Pola obowiązkowe

Teraz na antenie

Skomentuj artykuł

*Pola obowiązkowe

komentarze

Radio RAM nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy. Radio RAM zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z netykietą.

edmund dantes09.07.2010 20:50

Wbrew tytułowi, nie jest to film dla dzieci. Powinniśmy się już przyzwyczaić do tego, że filmy animowane są też kierowane w stronę dorosłych widzów. Zaczęło się od Shreka i był to strzał w dziesiątkę. Idąc z własnym dzieckiem do kina na animowaną opowieść o żywych zabawkach każdy dorosły przeżyje przygodę większą niż podczas seansu „Avatara” i wzruszy się bardziej niż na „Plutonie”. Niezliczona ilość nawiązań do klasyki filmowej (można się bawić usiłując zliczyć ilość cytatów z najważniejszych filmowych przebojów), atmosfera grozy żywcem wzięta z „Psychozy”, intryga kryminalna rodem z „Ocean’s Eleven”, satyra na współczesny świat celebrytów wzorowana na „Seksie w Wielkim Mieście” oraz plan ucieczki z więzienia wzorowany na „Prison Break” – to wszystko sprawia, że nikt nie będzie się nudzić nawet przez sekundę. Scena kulminacyjna nieodparcie przypomina natomiast przemianę Darta Vadera w finale „Powrotu Jedi”. Oczywiście dzieciaki w każdym wieku również będą zachwycone. Trójwymiarowa animacja to arcydzieło samo w sobie. Każdy, nawet najmniejszy szczegół jest odtworzony w wielką starannością, a pluszowy Miś Tuliś jest po prostu genialny (to animowana wersja bohatera kina gangsterskiego - serio). Oczywiście happy end jest obowiązkowy, ale morał i zakończenie historii jest podane tak subtelnie i w takim stylu, że polscy twórcy „komedii romantycznych” mogliby się tu wiele nauczyć. Bo ten film to niezwykle zabawna i jednocześnie bardzo wzruszająca opowieść i przyjaźni, zaufaniu i dążeniu do wolności. Jak zwykle znakomicie wypada polski dubbing, w tym akurat polscy aktorzy dorównują amerykańskim (nawet Tomowi Hanksowi). Reasumując, podobnie jak w przypadku „Opowieści Wigilijnej”, mamy do czynienia z arcydziełem, jednym z najlepszych filmów animowanych ostatnich lat. Już sama postać „straszliwego” Generała Golonki zasługuje na Oscara. A takich postaci jest kilkanaście i każda zasługuje na osoby artykuł pełen pochwał. Zatem proszę się nie wahać i zabrać dzieci do kina, nieważne w jakim są wieku. Mogą być nawet po trzydziestce.

Polecamy

Newsletter