Radio RAM i Magnetic Records z dumą prezentują drugą część składanki z serii Chill Out In Black. Składankę przygotował szef muzyczny Piotr Bartyś. Na 89, 8 już możecie słuchać pierwszego singla z tego albumu. To Nat Queen Cool i ich "Flowers", który jest premierowym utworem. Ponadto próbki niektórych utworów z albumu znajdziecie poniżej.
PŁYTA I
John Martyn - Sunshine's Better
- czasami słysząc piosenkę myślisz: „ona
świetnie pasuje na rozpoczęcie albumu", albo „po tym utworze na płycie może być już tylko cisza". „Sunshine's
Better" to dla mnie idealne zagajenie, wprowadzenie do mającej nastąpić za
chwilę dalszej części historii. Martyn, mimo swoich folkowych korzeni , chętnie
zawierzał powstający właśnie materiał producentem o innym spojrzeniu na muzykę
niż jego własne. Album „And." (wydany przez
Go!Discs, wytwórni, dla której m.in. nagrywał Portishead) to bodaj najdalsze odejście od jego własnej
estetyki. Sample, trip-hopowe beat'y, głos artysty wówczas nękanego chorobą
brzmi niemal mistycznie.
Stephanie Mckay - Jackson Avenue - po leniwym wprowadzeniu - porcja
słońca. „Jest żywym przypomnieniem świata
dawnej Black Music, tego, z którego wziął się geniusz Michaela Jacksona' -
czytamy na jej stronie internetowej. Była członkini Brooklyn Funk Essentials,
jej głos można usłyszeć także na krążkach Tricky'ego, Soulive czy Taliba Kweli.
Na koncie dwa solowe albumy, śmiem twierdzić, że „Jackson Avenue" to do tej
pory najlepsza przez nią zaśpiewana a także współkomponowana piosenka.
Jeff
Cascaro - Tripping Out - dalej radośnieJ! Blue eyed soul wprost z Niemiec.
Cascaro ma fenomenalny głos, ok, trochę narcystyczną manierę śpiewania, acz
tutaj na szczęście niezbyt eksponowaną.
Les Nubians - Makeda - temat znam i lubię od lat.
Bujający się, lekko stłumiony rytm, jazzujące r&b skrzyżowane z francuskim
popem, elementami hip hopu, dźwiękami spod znaku Sade, linia wokalu prowadzona
od niechcenia - wszystko się zgadza. Inna sprawa, że zachęcony urodą „Makedy"
kupiłem jakiś późniejszy album duetu z
Bordeaux i była to jedna z najszybciej odłożonych przeze mnie na półkę płyt,
gdzie do dziś z godnością porasta kurzem.
Joe
Williams & Thad Jones/Mel Lewis Orchestra - Get Out Of My Life - co tu dużo mówić, dowód
geniuszu brzmienia firmy Blue Note połowy lat 60-tych, fragment jednego z
najlepszych albumów Joe Williamsa, który był u szczytu swych możliwości
wokalnych. Obok tego, ze to znakomity utwór, sądzę, że sporo z Was rozpozna
początkowy fragment niezwykle chętnie i
często samplowany m.in. przez Jill Scott czy Jamie Culluma.
Amy
Winehouse - Valerie - układając kolejność na „RAM Chill Out In Black 2" starałem się przeplatać ze
sobą utwory pochodzące sprzed kilkudziesięciu lat z rzeczami nowymi tak, aby
pokazać ciągłość tradycji muzycznej w obszarze szeroko rozumianego soulu.
Choćby tutaj: po piosence z 1966 roku mamy gwiazdę ostatniej dekady a różnicy w
brzmieniu jakoś specjalnie nie słychać. „Valerie" w tej wersji pojawiło się tylko
na 4-płytowym wydawnictwie zbierającym całość dotychczasowych nagrań wokalistki.
Oszczędny - żeby nie rzec: szczątkowy - aranż w pełni eksponuje jej
nieprawdopodobny głos, którego piękna - jestem o tym głęboko przekonany - sama
Amy nie jest do końca świadoma.
Bobby
Hebb - Sunny -
klasyk. Bobby Hebb zapisał się w historii muzyki skomponowaniem tylko jednej
piosenki, ale daj Boże, żeby na świecie było mnóstwo autorów mających w swym
dorobku choćby jeden taki utwór. „Sunny" nagrywali później m.in. Frank Sinatra, Ella
Fitzgerald, Cher i wielu, wielu innych, a wśród nich - oczywiścieJ - także Boney M
Baby Charles - This
Time - a to z kolei brzmi niczym klasyk z
lat 60-tych, a nim nie jest. Kompozycja Josha Davisa szerzej znanego jako DJ
Shadow ujrzała światło dzienne w 2006 roku na jego albumie „Outsider". Silny,
dramatyczny głos wokalistki Baby Charles i oldschool'owa aranżacja osadzają
utwór w estetyce czarnych brzmień lat 60-tych
Flow Dynamics -
Just Expressin' - wytwórnia
Freestyle Records gości na tym wydawnictwie aż z czterema ( także Soul Sugar,
DJ Graham B, i Cookin' On 3 Burners) piosenkami. Nic dziwnego, brytyjski label konsekwentnie
koncentruje się na muzyce funky i soul o staroświeckim brzmieniu. Często - jak
słychać - z bardzo dobrym efektem
Paula Cole - Rhythm
Of Life - bodaj jedyny
utwór z czarnym groove'em w całym dorobku artystki. Mam ponure wrażenie, że
Cole znana jest w Polsce przede wszystkim jako niegdysiejsza chórzystka Petera Gabriela,
a szkoda, bo jej cztery albumy przywodzące na myśl twórczość choćby Tori Amos,
przez nią samą skomponowane, z jej własnymi - także bardzo przyzwoitymi -
tekstami to propozycja, która zasługuje na znacznie większą popularność.
Soul Sugar - Silver - kolejne dźwięki z Freestyle Records, niby nic, 3 minuty z
kawałkiem brzdąkania na różnych instrumentach, a ładne, moment absolutnego
wyciszenia na albumie. I piękny Hammond do tego.
Tuomo - My Thing - znowu blue eyed soul, tym razem rodem z Finlandii, Tuomo
Prattala (rocznik '79) wokalista, pianista, kompozytor, zanim rozpoczął solową
karierę współpracował z rozlicznymi zespołami zapatrzonymi w afrykańskie
brzmienia. Zdobywca czterech jazz Emma-Awards - fińskiego odpowiednika Grammy. Wokalnie
- znakomity, choć - co niestety może być przeszkodą w zdobyciu światowej
popularności szczególnie w balladach za bardzo przypomina Micka Hucknella. Jego
debiutancki album „My Thing" w dwa miesiące po premierze otrzymał Sony Jazz
Awards.
James Brown - Tenga
Tango - wierzyć się nie
chce, że ktoś kiedyś zadecydował o odłożeniu nagrania na półkę i po raz pierwszy
znalazło się na płycie w roku 2007, dopiero po śmierci artysty. Temat wyszedł
spod pióra braci Juliana i Nata Adderley'ów. Brown tu nie śpiewa, odpowiedzialny
jest jedynie za produkcję utworu. Jedynie? Energia króla muzyki soul rozsadza
ten świetnie zagrany i niezwykle świeżo brzmiący temat.
Zap Mama - The Way
You Are(feat.Bilal) - ostatni album
belgijskiego combo Zap Mama "ReCreation" przynosi kilka interesujących
propozycji. „Parole Parole" nagrane w duecie z gwiazdorem kina francuskiego
Vincentem Casselem było sporym przebojem jesienią minionego roku m.in. za
sprawą pojawienia się tematu na RAM CAFE 4. Teraz pora na duet z Bilalem.
PŁYTA II
Nat Queen Cool - Flowers - premierowy utwór na „Chill Out In
Black 2"!!! Nat Queen Cool to nowy wrocławski zespół, którego trzon stanowią
członkowie grupy Miloopa: Natalia Lubrano ( śpiew, teksty) i Wojtek „Monter"
Orszewski ( gitara, kompozycje)Sk ład uzupełniają klawiszowiec Łukasz Damrych (Madlove, The
Positive), basista Piotr Nosal(Madlove) i Łukasz Sobolak (Madlove, The
Positive). Neo-soul z klasą. Debiutancki
album pojawi się w sklepach jesienią. „Flowers" to delikatna, rozkołysana
leniwym latem kompozycja, w pełni wydobywająca niezwykłe umiejętności wokalne
Natalii a zarazem singiel promujący „Chill Out In Black2"
Dj Graham B - Down
Down (Dum) - jeden z
najmocniejszych momentów na „Chill Out In Black vol.2", to taki utwór, którego
słuchasz i myślisz - przebój. Debiutancki album "No Room For Chairs" ukazał się
w marcu minionego roku nakładem wspomnianej juz tutaj Freestyle Records. Świetna
kawałek.
Cookin On 3 Burners
- Push It Up - w ostatnich
latach powstaje mnóstwo muzyki funkowej, która produkcyjnie i aranżacyjnie
brzmi dokładnie tak, jakby powstała w latach 60-tych. Dopiero przeczytanie
informacji na płycie odsyła Cię do czasu teraźniejszego. Generalnie jestem
przeciwny...może inaczej: dziwię się tego typu praktykom, bo brakuje mi w nich
pastiszu, ironii, elementów wziętych z myślenia o muzyce w XXI wieku, które tworzyłyby
z takich piosenek nową jakość, a nie proste wpisanie się w estetykę istniejącą
od dziesięcioleci. „Push It Up" to taki właśnie utwór, powstały współcześnie, a
brzmiący jak z epoki. Dlaczego zatem zdecydowałem się go tutaj umieścić? Bo rzecz świetnie, energetycznie zagrana,
kapitalnie zaśpiewana i rzekłbym wcale nie na wyrost- po prostu ponadczasoweJ
Jackson 5 - We're
Almost There(Dj Spinna Remix) - chyba nie ma co pisać: czysty geniusz
Esther Phillips - I
Can Stand A Little Rain - zbudujmy
spectrum czarnych kobiecych głosów od takiego, w którym sam spokój i afirmacja
otaczającego świata z jednej strony a rozedrganie i wieczny niepokój z drugiej.
Jednym biegunem będzie wtedy łagodność głosu Elli, drugim - histeria w głosie
Dinah Washington. Głos Esther będzie bardzo blisko bieguna gwałtownych emocji.
Piękny, mocny zawsze z nuta niepokoju.
Richard Bona feat.
Frank McComb - Good Times - zdecydowanie
najlepszy moment na ostatnim albumie pochodzącego z Kamerunu basisty, wokalisty
i kompozytora. A zarazem pierwszy utwór na jego albumie zaśpiewany przez kogoś
innego. „Good Times" miał pierwotnie wykonać Stevie Wonder, sam artysta nawet
się zgodził, ale kiedy sprawa przeszła w ręce menadżerów coś się popsuło i
ostatecznie głos przewodni należy tu do Franka MCComba. Bardzo dobrze zresztą,
bo ten świetnie poradził sobie z powierzonym mu zadaniem, swoją droga to jeden
z bardziej niedocenianych głosów soulowych ostatnich lat, niby tzw. „branża"
wie, kto zacz, szanuje i docenia, a szeroka popularność jak nie przychodziła, tak
nie przychodzi.
Nicola Conte feat
Jose James - Like Leaves In The Wind - od początku wiedziałem, że na tym albumie musi się pojawić
głos Jose Jamesa, nie byłem tylko pewien, z jakim nagraniem. Wschodząca gwizda
neo-soulu. Artysta ma za sobą mnóstwo udanych gościnnych występów na cudzych
płytach ( m.in. Flying Lotus, Basement Jaxx, Jazza Nova), debiutancki album
„The Dreamer" (2007) był zapowiedzią wielkiego talentu, który w pełni rozkwitł
na ubiegłorocznym „BlackMagic". Na „Like Leaves In The Wind" zdecydowałem się z
dwóch względów - bo to bardzo ładna piosenka i miłe wspomnienie. Nicola Conte Jazz
Combo bardzo udanie wystąpiło jesienią ubiegłego roku na „Muzycznej Strefie
Radia RAM". Na kolejnej kompilacji Magnetic Records i naszego radia, „RAM Cafe
5" pewnie też Jose Jamesa nie zabraknie.
Marlena Shaw - Woman Of The Ghetto - kolejny klasyk, tym razem z 1969 roku. Warto zwrócić uwagę na
bogaty aranż z psychodelicznymi ornamentami autorstwa Richarda Evansa i Charlesa
Stepney'a. A tak przy okazji - Shaw była pierwszą wokalistką, z którą słynna
wytwórnia Blue Note podpisała kontrakt płytowy, było to w 1972 roku.
Bobby Womack - I
Left My Heart In San Francisco - piosenka napisana została w roku 1954 przez mało znany duet
kompozytorski George C.Cory Jr. i Douglass Cross jako wyraz ich tęsknoty za San
Francisco, z którego obaj ( prywatnie: pozostająca w związku para gejów )
przenieśli się do Nowego Jorku. Utwór dostarczyli Ralphowi Sharonowi, basiście
i kierownikowi muzycznemu zespołu towarzyszącego Tony'emu Bennettowi, ten
uczynił z niego nie tylko tytułowy track z jego nowego albumu, ale także był
najsłynniejszym wykonawcą piosenki. Ja śmiem się upierać, że dopiero wersja Womacka
tchnęła w utwór...no wiecie - soulJ
Nina Simone _
Suzanne - cohenową Zuzię
śpiewali niezliczeni, Nina Simone sama nagrywała ów temat kilka raz. Wersja z
koncertu z 1969 wydaje mi najgłębsza, najbardziej uduchowiona.
Jarle Bernhoft - On
Indyviduality - ubiegłoroczne
odkrycie Radia RAM. Wygląda jak Elvis Costello, a głos ma mocny i jasny niczym
młody Stevie Wonder. Jeden studyjny album na swoim koncie „Ceramik City
Chronicales" poświęcony swojemu rodzimemu miastu, Oslo. W ubiegłym roku
jesienią zagrał absolutnie fantastyczny koncert w Polsce, we Wrocławiu.
India Arie - Wonderful - Hołd Stevie Wonderowi. Hołd utkany m.in. z tytułów jego piosenek:
You are the sunshine of my life another Shakespeare of your time
Your like a ribbon in the sky you are a poet's
endless rhyme
You take me to a higher ground then you knock me
off my feet
Lately I been thinking 'bout you, cause you been
creeping in my dreams.
Tak śpiewa Indie.
Piotr Bartyś,
dyrektor muzyczny Radia RAM
grzegorz22.06.2010 20:10
bardzo to ładne, pozdrawiam Radio RAM