W Tłusty Czwartek pączkujemy w Waszych firmach!
Prezenterzy Radia RAM osobiście obdarują was słodkościami - poczujecie się jak pączki w maśle!
Kadr z filmu, fot. mat. prasoweŻydowska społeczność, żydowska opowieść, żydowskie dygresje. U braci Coen to jednocześnie uniwersalne anegdoty i hermetyczne przypowieści. Albo na odwrót.
„Poważny człowiek” zaczyna się od jednego z najznamienitszych wstępów w historii kina. Scena z dybukiem bierze całą późniejszą opowieść w nawias i ukazuje, że żydowska społeczność musi żyć w cieniu przeznaczenia. Dusza zmarłego wędruje przez wieki, niosąc klątwę, która determinuje ciężki los. Racjonalne musi ulec mistycznemu. Profesor może zapisać całą tablicę matematycznymi wzorami i nie runąć pod jej majestatem, ale ukorzy się pod banalnym szantażem, jego układ nerwowy zostanie rozszarpany banalną domową kłótnią, a poczucie stabilności zachwieje się z dnia na dzień. Sceny mieszają się ze sobą jak stany emocjonalne ojca i syna podczas religijnej ceremonii. Ojciec odlatuje ze stresu, syn po raz pierwszy w życiu znajduje się pod wpływem niekontrolowanej ilości marihuany. Wniosków nie należy jednak wyciągać zbyt pochopnie. Bracia Coen mówią w wywiadach, że sekwencja otwarcia to właściwie osobny krótki metraż, którym chcieli wprawić widzów w odpowiedni nastrój. Żadne mędrkowanie o klątwie, przeznaczeniu i roli dybuka w życiu głównego bohatera nie powinny mieć więc racji bytu.
Na tytułowego „Poważnego człowieka” można patrzeć jak na współczesnego Hioba, ale wówczas okaże się, że coś z Hioba ma każdy wrażliwszy inteligent, któremu życie wymyka się spod kontroli. W ten sposób biblijny wymiar bracia Coen nadają życiu milionów. Czynią to z mądrością zdystansowanego rabina, jednocześnie od tej mądrości się … dystansując. Rabini, pojawiający się w filmie Coenów, są otoczeni nimbem autorytetu, ale z ich ust nie padają ważne słowa. Wyglądają na bezczynnie przepuszczających czas. W jednej z lepszych scen „Poważnego człowieka” główny bohater, Larry Gopnik, stoi w swoistym sekretariacie rabinatu i błaga o radę. Rabin nie może go przyjąć, bo jest zajęty. „Nie wygląda na zajętego” – zwraca uwagę Gopnik na widok rozpartego w fotelu duchownego. „Jest zajęty, myśli” – pada odpowiedź. Dla Gopnika to nie do pomyślenia. W jego czasoprzestrzeni miejsca na zadumę już nie ma. Michael Stuhlbarg dał całego siebie postaci zagubionego w świecie wykładowcy, który może jednocześnie stracić pracę, żonę i majątek, stając się pośmiewiskiem własnych dzieci i maskotką ponętnej sąsiadki. Tak nad wrażliwcami znęcał się dotąd tylko Woody Allen.
Galeria postaci, jak to u braci Coen, jest potężna, a każdy charakter zasługuje na osobną analizę. Na mnie mniejsze wrażenie zrobiła niewierna żona, która zdradza bohatera z najlepszym przyjacielem i córka, kradnąca pieniądze na operację plastyczną. Lepiej zapamiętałem syna, któremu lekcje mijają na słuchaniu walkmana oraz szwagra, trwoniącego pieniądze na hazard i roztaczającego niestworzone wizje. Mitomana zagrał w charakterystyczny dla siebie sposób Richard Kind, najlepiej pamiętany z roli Paula w serialu „Spin City”. Fred Melamed w roli kochanka żony został dobrany przez braci Coen jako typ nie do zapomnienia, bardzo charakterystyczny. Ikoną wodzącej na pokuszenie sąsiadki może być też Amy Landecker jako Mrs. Samsky. Każdy z epizodów widzimy w nieco innym świetle, zdjęcia Rogera Deakinsa porządkują nieco chaos, w którym gubi się główny bohater.
Ślepych uliczek w filmie nie ma. Wszystko może posłużyć jako drogowskaz. Płyta, przed którą główny bohater niemalże ucieka – nie chce jej, zaprzecza by ją kiedykolwiek zamawiał, nie zamierza jej nawet posłuchać. Ta płyta to „Abraxas” Santany. „Abraxas” to gnostyckie określenie Boga. Mimo to „żaden Żyd nie ucierpiał podczas kręcenia tego filmu”- czytamy w napisach końcowych. Drastycznych przykładów jednak nie brakuje. Pojawia się dygresyjna historia o dentyście, który odkrywa napis, wygrawerowany w uzębieniu pacjenta. Opowiedziana w stylu Quentina Tarantino pełni u braci Coen rolę paraboli. Opowiada o sensie stawiania pytań, rozumieniu udzielanych, a nawet nieotrzymywanych odpowiedzi. I kończy się w fantastyczny sposób – ze znamiennym poczuciem humoru. Anegdota zrównuje się z przypowieścią.
Posłuchaj zapowiedzi filmu:
Posłuchaj recenzji:
Posłuchaj, co o swojej czarnej komedii mówią bracia Coen:
Średnia ocena: 3.67 Ilość głosów: 3
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Radio RAM nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy. Radio RAM zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z netykietą.
Genialni bracia, Joel i Ethan Coenowie, zwani „reżyserem o dwóch ciałach”, czują się dobrze w większości gatunków filmowych. Robią zarówno znakomite komedie (Ladykilllers, Big Lebowski) jak i dramaty („Fargo”, „Barton Fink”). Ich najnowszy film, „Poważny człowiek”, reklamowany jest w Polsce jako „najnowsza komedia braci Coen”. Cóż, równie dobrze można komedią nazwać „Pluton” albo „Siedem”. Mimo wielu z pozoru zabawnych sytuacji jest to film bardzo gorzki, dołujący, nie dający nadziei na szczęśliwe zakończenie. Czas i miejsce akcji, tzn. amerykańskie przedmieście w latach 60-tych nie ma tu żadnego znaczenia, akcja mogłaby się toczyć gdziekolwiek i kiedykolwiek. Autorzy filmu umieścili akcję w danym miejscu i czasie z powodów osobistych – sami dorastali na osiedlu zamieszkiwanym przez klasę średnią żydowskiego pochodzenia. Kiedy człowiek zostanie wybrany przez Los na jego ofiarę, nic już nie da się zrobić. Cokolwiek zrobi główny bohater, jego życie i tak rozsypie się w drobny mak. Podobnie jak u Victora Hugo w „Notre Dame de Paris” – przeznaczenie każdego człowieka jest zapisane na długo przed jego urodzeniem i żadne ludzie działanie nie jest w stanie tego losu zmienić – o czym bezlitośnie dowiaduje się nasz bohater, nie rozumiejąc skąd biorą się wszystkie nieszczęścia spadające na głowę współczesnego Hioba. Podobne tezy stawiali bracia w poprzednich filmach, zwłaszcza w nagrodzonym Oscarem „To nie jest kraj dla starych ludzi” oraz w „Ladykillers”. Ich geniusz polega na tym, że potrafią tę samą prawdę przekazać nam kilka razy za pomocą różnych historii, odmiennych gatunków filmowych, a za każdym razem jest to prawdziwa filmowa uczta. Coenowie znów w wysokiej formie.
gkaminski10.06.2010 14:02
Czekam na taki film o Polakach!!! Ale pewnie się go nie doczekam - my niestety nie mamy do siebie takiego dystansu kulturowego!!!