Wystąpiła we Wrocławiu, by po raz kolejny zaczarować publiczność muzyką fado. Wielka wokalistka i godna następczyni Amalii Rodriguez, pochodząca z Mozambiku, Mariza, w wywiadzie udzielonym Radiu RAM opowiada o swej ostatniej płycie "Terra" i współpracy z innymi artystami.
Michał
Sierlecki : Gościem Radia RAM jest wspaniała wokalistka Mariza. Witaj.
Mariza : - Witam i dziękuję za komplement.
Chciałem
pogratulować ci fantastycznej czwartej płyty „Terra". Skąd pomysł na taki
właśnie tytuł?
- „Terra" to inaczej ziemia, ląd. Przez ostatnie
dziesięć lat podróżowałam po świecie i byłam ciągle w trasie. Spotkałam tak
wielu ludzi i poznałam tyle kultur, że tak właśnie postanowiłam nazwać swój
album. To dotykanie tych innych kultur i jednocześnie stąpanie po mojej ziemi,
którą jest Portugalia.
Ważną
postacią na tym albumie jest producent Javier Limon. Jak się poznaliście?
- Spotkaliśmy się w Wiedniu i Madrycie. Poznałam go
przez przyjaciół. Zaczęliśmy rozmawiać o muzyce i kiedy on zasugerował
śpiewanie w języku hiszpańskim, pomyślałam, że to nie jest dobry pomysł. Ale
potem okazało się, że dla Javiera muzyka nie ma granic, ma podobne podejście do
materii muzycznej, jak ja. Nie było ważne, w jakim języku jest śpiewana, to po
prostu przekaz pełen emocji. Dlatego postanowiłam , że będzie odpowiednią
osobą, by nagrać ze mną tę płytę.
Muszę
przyznać, że moim ukochanym twoim albumem pozostaje jednak „Transparente", który powstał przy udziale kapitalnego
brazylijskiego muzyka i producenta. Jest nim Jaques Morelenbaum. Jak doszło do
waszej współpracy?
- Jacques nauczył mnie wielu wspaniałych rzeczy.
Poznaliśmy się także dzięki innym muzykom. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze
będzie nam dane razem pracować.
W
nagraniu „Beijo de Saudade" śpiewa z tobą Tito Paris. Pojawia się tu także
trąbka...
Zawsze używam instrumentów, które lubię. Na moim
pierwszym albumie brzmi wiolonczela i fortepian, a Tito jest moim starym ,
dobrym przyjacielem. Spotkałam go, gdy byłam nastolatką , on jest uosabiany ze
społecznością cabowerdyjską i Wyspami Zielonego Przylądka. Jednocześnie to
Lizbończyk pełną gębą. Nasza przyjaźń trwa już wiele, wiele lat. Graliśmy i
występowaliśmy razem wielokrotnie, dlatego nie wahałam się zamieścić tego duetu
na płycie.
A
jak doszło do twojego duetu ze Stingiem w „A Thousand Years"?
- Zostałąm zaproszona do tego nagrania. Ale dla mnie najważniejszą sprawą było
to, że dochody ze sprzedaży utworu zasilają UNICEF i pomagają realizować cele,
które reprezentuje ta fundacja. Duet ze Stingiem na pewno był ważny także z
tego względu.
Dziennikarze
często określają muzykę fado jako portugalski blues. Czy ty także skłaniasz się
ku takiemu określeniu? Może to po prostu melodie o losie i przeznaczeniu?
- Portugalski blues nie istnieje jako taki. Blues
jest amerykański. Kiedy mówię blues, myślę jednak także o cechach bluesa ,
rzeczach które są bluesy, nastrojowe. To
pewna muzyczna filozofia życia i opowieści o ludzkim istnieniu. I fado także
spełnia taką funkcję. Dlatego są podobne.
Na
scenie pojawiasz się zwykle w pięknych sukniach...
- Tak, to moja wyobraźnia, nie doradza mi żaden
stylista. Uważam , że na scenie jesteś w stanie oprócz muzyki zaprezentować
inne swoje aspekty. Te związane z wizerunkiem także.
Bardzo
dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów.
- Także dziękuję i czekam na swych słuchaczy na
koncertach.