Pat Metheny zagrał w Hali Stulecia koncert na otwarcie "46. Wrocławskiego Festiwalu Jazz Nad Odrą". Promował tym samym swój nowy projekt "Orchestrion". Radiu RAM opowiedział o swoim niecodziennym pomyśle na stworzenie przestrzeni dźwiękowej dla całej rzeszy instrumentów.
Michał Sierlecki: Gościem Radia RAM jest Pat Metheny.
Rozmawiamy o twoim nowym projekcie i albumie „Orchestrion". Wspomniałeś we
wkładce do tego krążka, iż projekt ów przedstawia kierunek, łączący zamysły
konstrukcyjne z końca XIX wieku i początku XX wieku z dzisiejszą technologią
dla stworzenia nowej platformy o nieograniczonych możliwościach dla muzycznych
kompozycji, improwizacji i wykonań. Twoja koncepcja na stworzenie orkiestronu
po prostu mnie oszołomiła...
Pat Metheny: - To chyba najlepszy opis tego, czym naprawdę
jest ten projekt. Niewiele osób wie o istnieniu pianol, które były
instrumentami ze specjalnym mechanizmem kartek papieru z dziurkami, przez które
przedostawało się powietrze sterujące klawiszami. To zawsze mnie fascynowało,
gdyż mój dziadek miał taki instrument w swojej piwnicy. Kochałem to i każdego
lata siedziałem w tej piwinicy starając się zrozumieć, jak działa ów mechanizm.
Jednocześnie masz do czynienia z czymś starodawnym i science fiction.
Ile miałeś wtedy lat?
- Byłem chłopcem w wieku dziewięciu, może dziesięciu lat.
Zawsze interesowały mnie te instrumenty. Oczywiście potem zostałem gitarzystą.
Eksperymentowałem z różnymi rodzajami gitar i stało się to częścią mojego
życia. Nikt nie spojrzał na możliwość wykorzystania projektu pianol w potężnej
platformie. Lata mijały i niespecjalnie się tym interesowano. Parę lat temu
stwierdziłem, że można zainwestować w taki projekt. Skontaktowałem się z
konkretnymi osobami zajmującymi się budowaniem podobnych instrumentów i
poprosiłem, by stworzyli je dla mnie. Połączyłem później różne elementy i
stworzyłem orkietron, by nagrać płytę i ruszyć z całym tym mechanizmem w trasę
koncertową. Przyjechałem kolejny raz do Polski i bardzo się z tego cieszę.
My również. Twój dziadek był muzykiem i grał na trąbce?
- Był wspaniałym trębaczem i wielkim muzykiem. Miał na mnie
ogromny wpływ.
Czy możemy w takim razie pokusić się o stwierdzenie, że w
pewien sposób na nowo definiujesz pojęcie nagrania solowego? Ono ma już nieco
odmienne znaczenie.
- Wiesz, wszyscy znają album Steviego Wondera „Music of my
Mind" , gdzie on gra na wszystkich instrumentach. I ja również mam w swym
dorobku taki album,. To krążek „New Chautauqua" ."Orchestrion" jest w pewnym
sensie podobny , ale tu na wszystkim gram na żywo jednocześnie. Wykonanie
„live" ma tu ogromne znaczenie i by dobrze zrozumieć na czym wszystko polega,
najlepiej zobaczyć to na koncercie. Wszystkim, co zagra, jestem ja. Nic nie
jest wcześniej nagrywane. I mimo, że płyta powstała trzy miesiące temu, wyraża
ona moją świadomość i wrażliwość w tamtym czasie, gdy grałem tę muzykę. Nie
zdarzyło się, by ktoś dotychczas wykonywał takie rzeczy. Doświadczenie live
jest ekscytujące, gdyż obserwujemy wiele ruchu. Nie jest to mała rzecz, ale
ściana pełna różnych poruszających się przedmiotów, wydających dźwięki. Całość
bywa głośna.
To musi być dla ciebie nowe doświadczenie. W pewnym sensie
masz do czynienia z robotami.
- Staram się zbyt często nie używać słowa „robot", gdyż ono
bardzo odstrasza ludzi. Zresztą technologia, której używam, a jest nią
technologia oparta na solenoidach, zapewnia skuteczność działania, ale tak
naprawdę jest bardzo podobna do tej, którą stosowano przed stu laty. Oczywiście
używam również komputerów w sposób dużo bardziej zaawansowany. Nie było to
kiedyś możliwe. W sumie jest to najlepsze połączenie dwóch światów. Super
nowoczesne narzędzie kontroli na miarę XXI wieku o wciąż dawnym brzmieniu,
skonstruowane z kawałków metalu i drewna. Są tu też butelki owiewane powietrzem
i wydające dźwięki. Brzmienie całości odzwierciedla ludzkie wyobrażenie muzyki
obecne od tysięcy lat. Wnętrze tej
machiny może budzić zdziwienie.
To rzeczywiście niesamowite, gdyż grasz na instrumentach
klawiszowych , marimbie, vibrafonie, dzwonach, basie, gitarach, cymbałach i
perkusji. Cała idea używania pianol jest fascynująca. Pytam dlatego, że sam
grając na organach wiem, iż uderzając w klawisze, de facto wydobywam dźwięki z
rur, piszczałek. Analogicznie powstaje dźwięk w pianolach. Na podobnych
zasadach.
- Bardzo podobnych. W organach piszczałkowych bardzo ważną
rolę odgrywa mechanizm tworzenia dźwięku. To był instrument, do którego się
odwoływałem. Zwłaszcza muzycy jazzowi często podejmują kwestie mechaniki i budowy swoich
instrumentów. Już sam fortepian jest ze swej natury bardzo mechanicznym
urządzeniem. Klapy w trąbce i sposób wydobywania dźwięku na tym instrumencie to
mechaniczna operacja. Od tego, jak przyciśniesz klapy, zależy, jaki dźwięk wyda
czara. Mój projekt jest krokiem naprzód. Ale podstawowa idea użycia orkiestronu
opiera się na medium służącym do ukazywania emocji, ekspresji. I mnie to
przekonuje. I fajnie móc rozmawiać o tym, jak to jest zbudowane. Ale dla mnie
tak naprawdę najważniejsza jest w tym wszystkim muzyka. Mogę odwiedzać dzięki
niej różne miejsca. Dają to poszczególne kompozycje. Nawet jeśli rozpatrujemy
to w kategoriach mojej gry i przez pryzmat owego medium, to dla mnie
interesujące, ekscytujace i nowe doznanie. Myślę, że należy spojrzeć na to w
kategoriach nowego medium. Niektórzy mówią mi, że to brzmi jak grający band i
dlaczego nie zaproszę do wspólnego muzykowania prawdziwych facetów. A moja
odpowiedź brzmi: To tak, jakby wybrać się do kina na świetnie animowany film w
stylu „Wall-E" i po wyjściu z seansu stwierdzić że był to kapitalny film, ale
dlaczego nikt nie zatrudnił prawdziwych aktorów, by to zagrali. Dlaczego tam
nie było prawdziwych ludzi. Przecież nie o to chodzi. Chodzi o zrozumienie, ze
mamy tu zupełnie różne medium. I tak postrzegam orkiestron. Jako nowe medium.
Nie gorsze, nie lepsze, ale inne.
Myślę, że możemy powiedzieć, iż w pewnym sensie jest to
muzyczna ewolucja. Czy jest możliwe, by taka okazała się przyszłość muzyki
jazzowej?
- Przyszłość jazzu będzie zawsze indywidualną kwestią dla każdego grającego muzyka. Uważam, że
każde pokolenie ma trzech lub czterech takich wykonawców, którzy inspirują
słuchaczy. Dzieje się tak dzięki improwizacji. Moja ścieżka muzyczna, nie tylko
ze względu na ten projekt, jest bardzo dziwna. Nie znam drugiej takiej. Uważam,
że to dobrze. Nie spotkałem też drugiego muzyka - instrumentalisty solowego, próbujacego zmierzyć się z tak bogatym
instrumentarium, po jakie sięgam. Po prostu wybieramy swoje drogi i ja wybrałem
w ten sposób. Jestem zadowolony.
Wiem, że inspiracją był dla ciebie Mark Herban,
wykorzystujący potencjał solenoidów.
- Tak. On jest wspaniałym technikiem. Miałem wcześniej
pomysły grania basowych nut przy użyciu stóp. I on się z tym zmagał. I kiedy
udało mu się wreszcie urzeczywistnić ten mój pomysł, powoli rodziła się też
idea orkiestronu.
Nie wiem, czy słyszałeś kiedyś o Jarle Bernhofcie? Jest z
Norwegii i on z kolei używa techniki posługiwania się pedałami do nagrywania
poszczególnych fraz, by pod koniec utworu w trakcie koncertu słuchacz miał
wrażenie obcowania z całym zespołem.
- Jest wielu doskonałych muzyków, którzy eksperymentują z instrumentami i dzięki temu
projektowi zacząłem poznawać zupełnie nowe środowisko artystów. To niesamowite.
To, co fascynuje w projekcie „Orchestrion" to fakt, że
każdy instrument jest zdolny do otrzymywania instrukcji i komend z pomocą
gitary pełniącej funkcję dyrygenta, czy menadżera całości. Czy można tak to
określić?
- Orkiestron może być wykorzystywany w ten sposób. Ale
prawda jest taka, że dwudziestu różnych muzyków zrobi to na dwadzieścia różnych
sposobów. W moim przypadku używam gitary jako urządzenia sterującego. Ale są
także momenty, że lepiej sterować całością przy użyciu klawiatury. Sa także
chwile, że rozświetlam muzykę. Piszę nuty na cyfrowej kartce papieru, a
instrumenty są w stanie odpowiedzieć także na taki zapis. Mogę wymyslać dla
nich chaotyczne sekwencje i one będą się odzywać nieskoordynowane w odpowiedni
sposób. Jedno jest jednak pewne. Beze mnie nie zagra nic. Musi być zatem, jak
to słusznie określiłeś pewien rodzaj dyrygenta, kompozytora całości.
Jednym z ulubionych utworów płyty „Orchestrion" jest dla mnie kompozycja „Soul Search". To
ballada. Możesz opowiedzieć trochę o tym nagraniu?
- Cały album jest suitą. Wszystkie utwory tworzą całość.
Ballada, o której wspominasz opiera się na motywie otwierającym płytę
„Orchestrion". Lubię w „Soul Search" nieustanną ewolucję i odzwierciedlenie całości
albumu zawarte w jednej kompozycji. Wydaje się, że te dźwięki nie będą miały
końca. Nie ma motywu A, po którym nastąpi motyw B, potem będzie bridge, i znów
motyw A. W tej balladzie jest jakieś sześć do siedmiu motywów i sekcji, po
których następuje dopiero znajomy wątek muzyczny. Charakteryzuje to zresztą
cały album, na którym znajdują się różne odkrywcze formy, i choć skupiamy się
wciąż na budowie orkiestronu, muzycznie dzieje się tu naprawdę dużo i właśnie z
muzyki jestem najbardziej zadowolony na płycie „Orchestrion".
Czy możesz powiedzieć parę słów o konstruktorach, z
którymi pracowałeś? Wiem, że dotarłeś do grupy ludzi skupionych wokół zagadnień
technicznych, którzy wymyślali instrumenty. Był wśród nich Eric Singer i środowisko osób z LeMUR (League
of Electronic Musical Urban Robots).
- Pracowałem z piątką bardzo różnych techników. Oni nawet
niespecjalnie się znają. Mają różny sposób postrzegania rzeczy i postrzegania
świata. To ciekawe, bo przecież zajmują się w sumie podobnymi sprawami. Dla mnie
interesujące było móc rozmawiać z nimi i dowiadywać się, na jakie trudności
muszą się natknąć, konstruując dany instrument.
Pat, wiem, że masz dzieci i zastanawiałem się, czy one
przejawiają jakieś zainteresowania muzyczne i czy są tak utalentowane, jak
tato?
- Są bardzo utalentowane i w ogóle nie interesują się
muzyką. To dość zabawne, gdyż dla nich styczność z tymi wszystkimi
instrumentami i robotami jest zupełnie naturalna. One myślą, że prawdopodobnie
każdy ojciec ma w domu tego typu zabawki w swojej sypialni.
Jakie są twe plany na przysłość? Czy my słuchacze mamy
szansę na kolejny projekt z Pat Metheny Group, czy może drugą część „ Beyond
The Missouri Sky" z Charlie Hadenem?
- Projekty, o których wspomniałeś, są możliwe. Lecz szczerze
muszę przyznać , że „Orchestrion" zajął mi tyle czasu i pracy, ze w tej chwili nie myślę o niczym innym, jak o
koncertach i pokazaniu tego wynalazku szerokiej publiczności. Mam zawsze listę
projektów, które chcę zrobić i te wspomniane są na samym szczycie tej listy.
Zobaczymy, co przyniesie czas.
Pat, bardzo nam miło, że znów przyjechałeś do Polski.
- Cieszę się, że mogłem znów zagrać we Wrocławiu. Mój
pierwszy pobyt w Polsce w 1985 roku to koncert w tym mieście i mnóstwo
świetnych wspomnień.
Cieszę się że pamiętałeś. Dziękuję za wywiad. Wszystkiego
dobrego.
- Nawzajem.