Olśniewające lato w Radiu RAM
Codziennie po 10 eksperci z Noa Clinic udzielą porad z zakresu kosmetologii.
Jarle Bernhoft29 listopada w Centrum Sztuki Impart odbyła się ostatnia w tym roku Muzyczna Strefa Radia RAM. Wystąpili dla nas Jarle Bernhoft z Norwegii i Pinnawela, czyli Paulina Przybysz z zespołem. Zachwycona publiczność na długo zapamięta ten wieczór jako jedno z najwznioślejszych doświadczeń muzycznych, jakie zapewne dane im było przeżyć. Poniżej krótka relacja z przebiegu tego kapitalnego koncertu wraz z porcją fotek.
Kilka minut po godz. 18.00 na scenie pojawił się zapowiadany na antenie Radia RAM od killku tygodni norweski multiinstrumentalista i wokalista Jarle Bernhoft. Miał ze sobą gitarę basową i akustyczną, a także pianino elektryczne, które w zestawieniu z jego głosem i poczuciem rytmu dało efekt piorunujący. Usłyszeliśmy piosenki z debiutanckiego albumu „Ceramik City Chronicles", będącego swoistą opowieścią o mieście Oslo i tęsknocie za domem.
Nie da się opisać słowami, jakie emocje towarzyszą słuchaczowi podczas uczestniczenia w tym misternie przygotowanym wokalno- instrumentalnym show, którego byliśmy świadkami. „Fly Away", „Streetlights", czy „So Many Faces" zabrzmiały jeszcze lepiej, niż w warunkach studyjnych nagrane na płytę z towarzyszeniem innych muzyków. Na scenie Jarle Bernhoft otoczony urządzeniami rejestrującymi dźwięk, radził sobie świetnie, sam dogrywając kilkutaktowe partie poszczególnych instrumentów, dzięki czemu słuchacz pod koniec niemal każdego utworu miał wrażenie, jakby był otoczony grupą muzyków.
Charyzma i niebywały talent wokalny i aktroski sprawiły, że publiczność niemal od razu została wciągnięta w Jego magiczny świat. Napiszę to bez specjalnego zażenowania: Ten człowiek jest chodzącym geniuszem muzycznym, który słyszy fantastycznie dźwiękową przestrzeń i za kilka lat będzie o nim bardzo głośno na całym świecie. Głęboko w to wierzę.
Potrafił śpiewać czystym, perfekcyjnym falsetem, by za chwilę przejść do głębokiego basu. Przed „Streetlights" uraczył słuchaczy opowieścią o spotkanej na ulicy prostytutce, podrabiając fenomenalnie jej głos. Zachwycił interpretacją „Sunday". Zawarł w niej historię rozstania z dziewczyną, o której wciąż myśli, choć ona nigdy nie powiedziała mu, dlaczego odeszła.
Przy całym swoim wykonawczym kunszcie Jarle Bernhoft pozostaje skromnym, niesamowicie inteligentnym człowiekiem, ale tacy są po prostu tylko wielcy artyści. Doskonale opanował technikę gry na gitarze akustycznej i wyczarowywał nam solówki, jakie nie mieszczą się w normalnych klasyfikacjach i zestawieniach. On był tego wieczoru muzyką i dał się jej bezgranicznie ponieść wraz ze słuchaczami. Dowodem był bis do rytmu oklasków z wokalnym popisem, który mógłby trwać w niesończoność.
Po krótkiej przerwie wystapiła dobrze znana z piątkowych audycji w Radiu RAM, a także z duetu „Sistars", Pinnawela, czyli Paulina Przybysz. Wraz z muzykami i małym chórkiem żeńskim zaprezentowała utwory z płyty „Soulahili" okraszone także polskimi akcentami lirycznymi, jak choćby fantastyczne wykonanie piosenki „Przeczucie", która po raz pierwszy zabrzmiała w pełni na żywo właśnie na Strefie. Usłyszeliśmy też zatem świetne „Several Times", „James Dean", „You Can Dance", czy opowieść o ciągłej potrzebie uwodzenia („Seducer").
Paulina od lat świetnie śpiewa soul posługując się perfekcyjnie angielskimi tekstami. Trochę tam hip-hopu, trochę funky i wszechobecna muzykalność. Te czynniki sprawiły, że słuchacze bardzo ciepło odebrali także jej koncert. Pozostały nam wspomnienia tego wieczoru, zdjęcia i nadzieja na kolejne muzyczne przeżycia koncertowe w przyszłym roku.
Średnia ocena: 3.50 Ilość głosów: 34
Radio RAM nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy. Radio RAM zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z netykietą.
Pinnawela ok, ale Jarle zrobił świetny koncert, duże zaskoczenie bardzo i plus, gratulacje!
Jarle bezkonkurencyjny!
Jarle swoją niepozorną Osoba zapełnił całą scenę! Niepowtarzalny, zabawny, zjawiskowy wręcz. A jaki ma Facet dystans do siebie... Fiu! Przy nim występ Pauliny był tylko dobry – ładnie śpiewa Dziewczyna, rzec można i tyle. Powtórzcie proszę koncert Jarle Bernhofta. Głos wielu w słusznej sprawie :)
Jarle przekonfigurował mi mózg. Wciąż się restaruje :) Pinawela chyba była OK. Nie wiem, bo na balkonie po prawej słyszeliśmy perkusję, bas, trochę klawiszy i trochę gitary. Wokal nie doleciał wcale :)
Jarle to genialny muzyk i jednocześnie niesamowicie sympatyczny, skromny chłopak. To był jeden z najlepszych koncertów, na jakich byłam w życiu!!! Megaprzeżycie muzyczne po prostu! Dołączam się do "głosu wielu w słusznej sprawie": powtórzcie koncert Jarle Bernhofta!
ja chcę Jarle jeszcze raz!
Niesamowity koncert i genialny Jarle. Musicie sprowadzić go jeszcze raz do Polski. No i gdzie można kupić płytę??
Jarle rewelacja! Jedyny mankament to impart - niezbyt przyjazny koncertowo.
Jeżeli istnieje słowo najpozytywniej oceniające czyjąś twórczość, to należy się ono Jarle za to, co zrobił w niedzielę na koncercie. Jest geniuszem, doprawdy!
Codziennie po 10 eksperci z Noa Clinic udzielą porad z zakresu kosmetologii.
Joshua, Artur, Conrad - nawet jeśli nie uda im się w życiu dokonać czegoś
wiekopomnego to rodzice, a dokładnie ojcowie, zadbali o to, by ich synowie i
tak przeszli do historii. Panowie Richard Dorfmeister i Rupert Huber postanowili, że to właśnie pierwsze litery imion ich potomków złożą się na tytuł kolejnej płyty tworzonego przez nich duetu. Krążek "J.A.C." ukazał się równo pięć lat temu.
To, że Bjork uwielbia, gdy inni artyści sięgają po jej kompozycje, by przedstawić je w nowych, zremiksowanych wersjach, wiadomo od początku solowej kariery Islandki. Już kilkanaście miesięcy po debiucie ukazała się płyta "Post", a po niej "Telegram" z nowymi wersjami bestsellerowych kompozycji z drugiego w dorobku albumu.
Maura30.11.2009 20:24
Jarle, absolutnie oszalałam :)))))) na kilku koncertach w życiu już byłam, ale chyba takich emocji nigdy nie było dane mi przeżyć. co za gość! kiedy będzie znowu? jutro, pojutrze? ;) dawać Go znowu!