Strefa Stylu - Kto nas tak urządził?
Już w piątek 18 maja zagramy z Centrum Wyposażenia Wnętrz Parku Handlowego Bielany.
Fot. Paweł Relikowski (Polska Gazeta Wrocławska)O tym, jak o mały włos film "O dwóch takich co ukradło księżyc" miałby wrocławską obsadę i co mówi się czołowemu, polskiemu projektantowi mody na pierwszym spotkaniu, z Tomaszem Jakubem Sysło, artystą- plastykiem rozmawia Justyna Kościelna i Anna Fluder (Radio RAM)
Witamy :-)
Rysunek...
"Wrocław - mój stan świadomości":
Niepełnosprawność...
Fotografia:
Autentyczność:
Filozofia artysty:
Pieniądze, a sztuka:
Bonus - to przepis na sałatkę! (Posłuchaj):
___________________________________________________
Wspomina Pan, że rysuje odkąd pamięta. Czyli?
- Od dzieciństwa. Ale zacząłem kolekcjonować moje dzieła dopiero wtedy, gdy studiowałem informatykę. Niektóre zajęcia po prostu zmuszały do rysowania. Wybrałem ten kierunek, bo coś trzeba było w życiu robić. Poza tym uczelnia nie miała barier architektonicznych. No i nie miałem nigdy problemów z matematyką.
Skąd w takim razie informatyk znalazł się na Akademii Sztuk Pięknych?
- Koleżanka zobaczyła moje rysunki i powiedziała, że się marnuje. I że powonieniem pójść na ASP. Ale wcześniej nigdy w życiu nie malowałem gołej baby ani martwej natury. Uspokoiła mnie, że tego można się nauczyć. No i rzeczywiście, po półrocznych przygotowaniach, dostałem się na uczelnię za pierwszym razem.
Chyba się opłaciło. Bajka, którą Pan ilustrował, dostała właśnie nagrodę.
- Tak, od Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Udało nam się stworzyć z Dorotą Hartwig coś fajnego, minimalistycznego. "Bajka o kochaniu" jest i dla dzieci, i dla dorosłych. Została napisana w czterech językach: po polsku, po francusku, po niemiecku i po japońsku. Są przymiarki, żeby wydać ją po chińsku. Myślimy też nad bajką już tylko dla dorosłych. Teksty w tej książeczce, podobnie jak moje rysunki, są bardzo oszczędne, taka forma haiku. Zresztą nie umiem inaczej stawiać kresek. Ktoś kiedy żartował, że przedostatni rysunek jaki w życiu zrobię, będzie jedną kreską, a ostatni pustą, białą kartką.
Pana rysunki można oglądać nie tylko w książce. Jeździły też na wrocławskich tramwajach.
- Pracowałem wtedy nad kampanią "Wrocław bez barier". Chciałem zrobić inteligentne rysunki. Takie, które dają do myślenia, a nie, powiedzmy, stojąca rodzinka uśmiechniętych inwalidów.
Więc co?
- Narysowałem kolesia na wózku, niewidomego, osobę bez nóg, z krzywymi rękami i mającą problemy z sercem. Wszystko podane bardzo delikatne.
Jak przyszły magister sztuk pięknych ocenia młodą, wrocławską sztukę?
- Ma się całkiem dobrze. Jest wielu młodych, którzy robią bardzo fajne rzeczy. Niestety ASP nie uczy marketingu i PR. Nie mówię, że trzeba być Rubikiem albo Dodą i figurować na portalu Pudelek. Ale w dzisiejszych czasach sztuka jest produktem i trzeba umieć ją sprzedać.
Pomnik Chrobrego też ma się dobrze?
- Akurat on jest obciachem. Najlepiej wygląda w nocy, bo go nie widać. Musiał też stanąć wyżej, żeby złomiarze go nie pokiereszowali. Chrobry to przerost formy nad treścią. Na ulicy Szewskiej też stoi jakiś koń, tyłem do przechodniów, w kwiatkach. Kiepskie są też kule koło kościoła Marii Magdaleny. No ale teraz mamy plastyczkę miejską. Mam nadzieję, że wreszcie wszystko to ogarnie.
A krasnale są ładne?
- To bardzo ciekawy projekt marketingowy. Kraków ma smoka, Poznań koziołki, Warszawa gołą panią z ogonem rybim. A my krasnale.
Lubi Pan Wrocław?
- Kocham i nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej. To mój stan świadomości. Poznaje jego kulturę, historię. Po prostu Wroclove.
Z tej miłości kandydował Pan na radnego?
- Chciałem zmienić podejście do kultury tego miasta. Żeby nie tylko paru panów wygrywało konkursy, żeby inaczej myślano o przestrzeni miejskiej. Nie udało się, ale kandydowanie było fajną przygodą. Zdobyłem 510 głosów.
A czy Wrocław "Jest bez barier"?
- Siedzę na wózku od 17 lat i muszę stwierdzić, że jest tu OK. Są ludzie, którzy myślą pozytywnie o niepełnosprawnych i dużo dla nich robią. Dobrze się w tym mieście żyje, wszystkim mówię, żeby z Londynu wracali tu, bo są duże możliwości. I to nie jest tylko kwestia nadmuchanego balonu promocji.
Osoby niepełnosprawne często zamykają się w domach. Pan wprost przeciwnie, wszędzie Pana pełno.
- Mam dużo pomysłów w głowie. Założyłem fundację Artistic, organizuję Art Pickinc, konkurs na muralia, pokazy filmów niemych z muzyką na żywo. Jestem freelancerem-grafikiem. Ostatnio ten mój free-lance zderzył się z życiem jak musieliśmy z żoną wziąć kredyt na mieszkanie, to w banku dziwnie na mnie patrzyli. Poszedłem na etat i teraz jestem pracownikiem Urzędu Marszałkowskiego. Jestem asertywny dlatego, że taki byłem przed wypadkiem. Przełożyłem po prostu swoje życie na zastaną rzeczywistość. Wychodzę z założenia, że trzeba coś robić, bo życie jest jedno. Może moje luzackie podejście wynika też z tego, że jestem trochę bezczelny.
Na gali, gdzie odbierałem nagrodę za "Bajkę o kochaniu" podszedłem na przykład do Macieja Zienia i zapytałem dlaczego nie projektuje ubrań dla osób niepełnosprawnych. Zasugerowałem, żeby zrobił jakąś kolekcję. A z panią z TVN Style ustalałem, dlaczego nie mówi na wizji o "Bajce o kochaniu", i przekonywałem, że ta książeczka jest bardzo fajna.
Nie jestem osobą, która ma roszczenia. Nie wszystko mi się należy, pewne rzeczy wymagają wysiłku.
A wydaje się, że Panu wszystko łatwo przychodzi. Rozkręcał Pan na przykład scenę DJ-owską we Wrocławiu.
- Tak, jeszcze wtedy puszczaliśmy kawałki z kaset magnetofonowych i przed imprezką trzeba było je ustawiać. Dalej jestem DJ. Lubię grać funky, acid jazz i disco lat 70. Miałem też przygodę z Radiem Kolor. O 5.00 rano dzwonili piekarze z Oławy i mówili, że fajnie gram.
Interesuje Pana też fotografia.
- Zająłem się ostatnio lomografią - to taka brudna fotografia robiona małymi aparacikami. Lubię uchwycić chwilę.
A pięć ulubionych klatek z Pana życia?
- Na pewno spotkanie z Doris, moją żoną. Leżała na korytarzu na ASP i paliła papierosa. Podszedłem i zapytałem, czy mnie poczęstuję, chociaż nie paliłem.
Czyli miłość od pierwszego papierosa?
- Raczej macha. Zaczęliśmy się spotykać. Po dwóch latach Doris mi się oświadczyła. Oboje mamy zaręczynowe tatuaże. Jesteśmy małżeństwem od pięciu lat. Na ślubie w kościele uniwersyteckim było 500 osób, dostaliśmy brawa, a ja w ogóle nic nie pamiętam. Mój przyjaciel, Japończyk, filmował całą ceremonię. A w zasadzie emocje, bo nie rozumiał, co się wokół mówi. To najpiękniejszy film ze ślubu, jaki widziałem. To pewnie jedna z takich klatek.
Inne?
- Część będzie bardzo intymnych. Ale w moim życiu było dużo ważnych sytuacji. Na przykład dzień, w którym zrobiłem prawo jazdy. Bardzo lubię jeździć samochodem. Nawet przez chwilę prowadziłem nielegalną taksówką. Bardzo to przyjemne - każdy pasażer opowiadał swoją historię życia, taksówka jest jak konfesjonał.
Ile po tej przygodzie powstało rysunków?
- Sporo. I wiele wpisów na blogu.
A wracając do klatek z życia?
- Lubię siedzieć na plaży bez wózka. Klatka. Na pewno cieszy mnie też każdy mały sukces, na przykład ten ostatni. Na gali byłem bardzo niepoprawny politycznie: jak się dowiedziałem, że nagroda jest od Komitetu Ochrony Praw Dziecka, to się przeraziłem, że wręczy mi ją rzeczniczka praw dziecka, ta pani od Tinky-Winky. Powiedziałem to przy odbiorze, sala się zaśmiała.
Klatka. Były też przepyszne kulki mozzareli z pomidorami koktajlowymi.
Klatka. Lubię jeść. A ostatnio zacząłem nawet gotować. Na początku jajecznicę i omleta, teraz zmierzam w stronę zapiekanek. Doris ma cierpliwość i wszystko spożywa. I jeszcze mówi, że dobre.
To prawda, że mało by brakowało, a film "O dwóch takich co ukradli księżyc" miałby wrocławską obsadę?
- Tak. To historia rodzinna powtarzana od wielu lat. Mój tato i mój wujek są bliźniakami, często ludzie ich mylą. Babcia Ania zabrała ich na casting do Warszawy. Przeszli wszystkie możliwe etapy. Niestety nie zmieścili się do budy. A inni bliźniacy byli mniejsi i weszli. I dostali role. Ja też kiedyś chciałem zagrać z filmie "Akademia Pana Kleksa". W pewnym momencie poproszono mnie o opowiedzenie kawału. Tak go spaliłem, że od razu mi podziękowali.
To była pewnie Pana ostatnia przygoda z filmem?
- Nie, jeszcze wystąpiłem u Witolda Świętnickiego w "Dyskusji". To była fajna przygoda, bo zobaczyłem jak wygląda praca na planie filmowym. Dialogi były wzięte z forów internetowych i blogów. Oprócz mnie na planie było jakieś 60 osób, wolontariuszy.
I Pan, i Pana żona jesteście artystami. Pokłóciliście się kiedyś o kreskę, o kolor?
- Mój profesor guru, Jan Jaromir Aleksiun, powiedział kiedyś, że jeżeli artyście podoba się obraz, to sprzedaje go później pod pręgierzem. A ci, którym się nie podoba to co robią, mają szansę wystawiać w galeriach. My z Doris dochodzimy do tego stopniowo. Dlatego często dyskutujemy o kolorze, albo o tym, czy warto przesunąć literkę w prawo bądź w lewo. Takie rozmowy pozytywnie wpływają na ostateczny efekt. Proces twórczy wymaga błądzenia. Do wszystkiego próbujemy dojść powoli. Przyjdzie czas, kiedy będziemy sprzedawać swoje obrazy.
A na razie?
- Na razie są za drogie. Trzeba się cenić. Ale sztuką można łatwo zarabiać. W 2001 roku byłem w Londynie. Jak już zaczęło brakować pieniędzy to rysowałem swoje pocztówki, takie inspiracje londyńskie. Turyści łykali je jak świeże bułeczki. Spłaciłem wszystkie długi.
Średnia ocena: 3.50 Ilość głosów: 8
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Powitanie
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Rysunek
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
"Wrocław - mój stan świadomości"
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Niepełnosprawność
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Fotografia
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Autentyczność
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Filozofia artysty
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Pieniądze a sztuka
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Przepis na sałatkę :-)
Radio RAM nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy. Radio RAM zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z netykietą.
i06.02.2009 17:20
wrzućcie dźwięki jeszcze raz, tego się nie da w ogóle słuchać. trzeszczy