The Cinematic Orchestra w swoich dokonaniach perfekcyjnie łączą ambientowy klimat z jazzowym feelingiem, przywołując echa muzyki ze starych filmów. Są także gwiazdą niezależnej wytwórni Ninja Tune. Jason Swinscoe to dj, kompozytor i producent. Był gościem Radia RAM w niedzielę, 27.04. Poniżej zapis tej rozmowy.
Michał Sierlecki: Gościem Radia RAM jest Jason Swinscoe, dj, kompozytor, producent i lider
formacji „The Cinematic Orchestra”, która nagrała ostatnio doskonały album
koncertowy „Live At Royal Albert Hall” . Jakie to uczucie, występować przed
publicznością zgromadzoną w Royal Albert Hall, gdzie grali wczesniej The Beatles,
Led Zeppelin, Bob Dylan, Pink Floyd itd.
Jason Swinscoe: -
To nadzwyczajne wydarzenie i kapitalna sala związana z historią muzyki. Nie
tylko The Beatles, ale także Jimi Hendrix tam występował . Także dla nas była
to świetna okazja, by się zaprezentować. A tak naprawdę wszystko zaczęło się od
występu w maju w Londynie , przy dwutysięcznej widowni zakończonym sukcesem. To
koncerty promujące krążek „Ma Fleur” . Moi menagerowie byli bardzo
podekscytowani tymi występami i stwierdzili, że następny powinien być w Royal
Albert Hall. Na początku potraktowałem to jak żart, ale potem pomyślałem,
właściwie , czemu nie, zróbmy to. Wiedziałem , że tam już nie będą wyłącznie
fani zespołu. To inna publiczność, a sala mieści dwukrotnie więcej ludzi, czyli
cztery tysiące osób. I mimo to bilety były wyprzedane. Była to świetna okazja,
by udokumentować całość i wydać ten materiał.
Album brzmi
znakomicie. Graliście z ponad czterdziestoma muzykami w składzie. Choćby
niesamowita 24-osobowa „Heritage Orchestra”. Jak doszło do waszej współpracy?
-Gitarzysta Cinematic, Stuart McCallum pracował z aranżerem
i dyrygentem „Heritage Orchestra”. To grupa młodych ludzi pod batutą Joolsa
Buckleya. Napisali świetną muzykę i rozumieją, czym się zajmujemy, dlatego było
to ciekawe, w zasadzie połączenie klasyki z naszymi pomysłami.
Muzyka „Cinematic
Orchestra” jest klasyfikowana jako nu-jazz, mieszanka elektronicznych sampli.
Czy zgadzasz się z takimi porównaniami i określeniami?
- Myślę, że ta muzyka może być odbierana różnie każdego
dnia. Na naszym ostatnim albumie „Ma Fleur” ciężko w zasadzie doszukać się jazzu. Jest tam dużo wpływów różnych gatunków, ale
preferuję raczej zaniechania klasyfikowania tych dźwięków w jakikolwiek sposób.
Album rozpoczyna się
od doskonałego nagrania „All That You
Give” , gdzie słychać solo saksofonu Toma Chanta. Dlaczego na rozpoczęcie
wybraliście właśnie tę kompozycję, pochodzącą zresztą z krążka „Everyday”?
- Niezbyt często wykonywaliśmy go na żywo. A to przykład
takiego utworu-wizytówki. Chcieliśmy rozpocząć czymś rozległym, dużą formą.
Cały ten wieczór, to jakby ucztowanie, święto, także dla naszych fanów i gości
, którzy przybyli.
Udało Ci się zaprosić
do współpracy fantastyczne żeńskie głosy do takich utworów , jak „Child Song” , „Familiar Ground” , które, nawiasem mówiąc przypomina mi „The Great Gig In The Sky” Pink Floydów. Jest „Breathe” i „Time and Space”,
które kończy album koncertowy, jak również studyjny „Ma Fleur”. Jak udało Ci
się namówić do współpracy tak genialne wokalistki, Heidi Vogel, czy Lou Rhodes
z „Lamb”? Jest także oczywiście Grey Reverend.
- Grey Reverend jest moim sąsiadem. Mieszkamy w Nowym Jorku
na Brooklynie, spotkałem go w lokalnym sklepie z kawą. Gra na gitarze, razem
muzykowaliśmy i stworzyliśmy wersję tematu „To
Build a Home” , wystepował z nami na koncertach, to świetny gośc i muzyk.
Heidi Vogel znam od kilku lat. Ona wpisuje się w społeczność Londynu, muzyków,
producentów, wokalistów i tak się poznaliśmy. Ma wspaniały głos. Jest jeszcze
Lou , oczywiście poznałem ją dzięki formacji „Lamb” i związkami ze sceną
Manchesteru. Perkusista, gitarzysta i basista „Cinematic Orchestra” pochodzą z
Manchesteru. Znali „Lamb”, grali czasem z nimi. I tak zaczęła się też
współpraca z Lou Rhodes, od wcześniejszej znajomości.
W 2006 roku
zagraliście trzy koncerty w Polsce. Czy podobało wam się tutaj? Czy jest
szansa, że jeszcze tu zagracie?
- Oczywiście chętnie wrócę do Polski. Szczerze mówiąc, nie
wiedziałem czego się spodziewać, gdy byłem tu po raz pierwszy. Trasa planowana
wtedy dla Europy wschodniej była okrojona, skromniejsza w przekazie i
oczywiście przykro mi ,że tak się stało. Inna oprawa całości miała miejsce w
Wielkiej Brytanii, Niemczech, czy Francji także ze względu na kwestie
marketingowe. Tam po prostu mamy więcej fanów. Zatem cały plan polegał na tym,
by trasę próbną dla albumu „Ma Fleur” rozpocząć od Europy wschodniej. I nie
spodziewałem się takiej ilości ludzi na tych koncertach, zwłaszcza w Warszawie.
Występy wypadły nadzwyczajnie, a publiczność jest bardzo dobra. Doświadczyliśmy
tam dużo miłości i chcielibyśmy powrócić na koncerty.
W roku 2003 Cinematic
Orchestra nagrała soundtrack do rosyjskiego filmu „A Man with the Movie Camera”
z 1929 roku . Szczerze mówiąc to trochę podobny projekt do soundtracku Pet Shop
Boys „Battleship Potemkin” .
- Wiesz, to
zabawne, ale Neil Tennant z Pet Shop Boys był w The Barbican, kiedy trwało show
„The Man with The Movie Camera”. Kilka miesięcy później zrobił projekt
„Battleship Potemkin” . Oczywiście w jego przypadku była to znacznie większa
produkcja. Na pewno to, co robiliśmy zostawiało swój ślad w dokonaniach innych.
Czy masz jakieś plany
związane z muzyką filmową?
- Właśnie pracuję nad muzyką do filmu Disneya, który będzie
wyświetlany w przyszłym roku. To duża produkcja. Jestem w trakcie tworzenia
ścieżki dźwiękowej.
Chciałbym także
porozmawiać z tobą o projekcie „Ninja Cuts” To trzypłytowe wydawnictwo z
rzadkimi utworami z wytwórni Ninja Tune. Czy mógłbyś opowiedzieć coś o utworach
Cinematic Orchestra, które znajdują się na tym albumie, głównie chodzi mi o
„Rites of Spring” (live from The Barbican) i „Breathe” w remixie Susumu Yokoty.
Znasz tego artystę?
-Nie znam go osobiście, ale kocham jego muzykę. Stworzył dźwięki
do filmu „Babel”. Jest świetnym producentem , także muzyki ambientowej. Myślę,
że stworzył naprawdę interesujacą wersję Breathe. Kiedy skończyliśmy nagrywać
„Ma Fleur” , ta muzyka trafiała do róznych producentów i niektórzy się spisali,
w tym czasie nagrywaliśmy także koncert w Barbican, ale nie czuliśmy , że
wszystko nadaje się w tamtym okresie do wydania, zatem wydawnictwo „Ninja Cuts”
daje świetne pole do poznania materiału, który się nie ukazał.
Cinematic Orchestra
także wydała album z remiksami innych artystów. Czy uważasz, że to tworzenie
nowej jakości?
- Tak. Właśnie skończyłem także remixy utworów Elli
Fitzgerald, które znajdą się na kolejnej składance wytwórni „Verve” . Grey Reverend
gra tam na gitarze akustycznej. To
nowa wersja „I get a Kick Out of You” . Mieliśmy oryginalny wokal nagrany prze Ellę jeszcze w latach
pięćdziesiątych. Musieliśmy trochę nad tym popracować, na nowo napisać ten
utwór, przeharmonizować pewne rzeczy. Lubię to robić. Myślę , że na tym polega
też tworzenie muzyki współczesnej.
Masz także możliwość
ukazania jej umiejętności wokalnych w nowym świetle. Moją uwagę przykuwa
również utwór „To Build a Home” z męskim wokalem Patricka Watsona. Czy możesz
opowiedzieć o powstaniu tego utworu? Zainspirował on także film, który ukazał
się na DVD?
- To był ostatni utwór , jaki powstał na album „Ma Fleur” i
ta porcja muzyki istnieje w wielu różnych wersjach. Niektóre pierwotne ciężko
dziś rozponać. Patrick ma talent i świetny głos, dobrze jest z nim pracować. Ta
kompozycja powstawała przez 3-4 dni. Jest to prosta historia i prosta piosenka.
I całkiem inna od muzyki z albumu „Everyday” . Wokal, orkiestracja, styl i
wpływy są inne.
Oprócz tego że jesteś
muzykiem, masz jeszcze jakieś hobby?
- Kiedy mam odrobinę czasu, którego ciągle brakuje, lubię
kino, oglądam filmy. Mam nadzieję, ze będę mógł to robić częściej w okresie
letnim. Póki co, moje życie jest wypełnione różnymi innymi zajęciami. Nie mogę
ci powiedzieć , że lubię wędkować lub grać w golfa, bo nie mam na to czasu.
Jakie sa najbliższe
plany Cinematic Orchestra? Planujecie koncerty w Europie?
- Mamy zaplanowane koncerty w Stanach. Latem będziemy
koncertować na wielu festiwalach w Europie. Jesienią chcę zakończyć mój
muzyczny projekt związany z filmem i wtedy zajmę się kolejna płytą Cinematic
Orchestra. Nie jesteśmy rodzajem grupy , która jeździ na koncerty i w tym samym
czasie pisze muzykę. Potrzbuję być w studiu, by napisać coś dobrego. Myślę , że
niewielu udaje się pogodzić te dwie kwestie.
Nawet jeśli potrafią
i komponują w czasie trwania trasy, zwykle rezultaty muzyczne są mizerne.
- Sądzę ,że to specyficzna przestrzeń, kiedy jesteś w trasie.
Tylko grupy , które stać na to , by powiedzieć sobie, Ok. teraz trochę pojammujemy i może coś z tego wyjdzie. Cinematic
Orchestra na pewno nie działa w ten sposób.. Najpierw komponujemy, a potem ta
muzyka jest grana przez instrumentalistów, zatem to nie działa, gdy jesteśmy w
trasie.
Pracowałeś w wytwórni
Ninja Tune, i uczestniczyłeś w projektach Coldcut, Herbalisera, Dj Fooda. Czy
wciąż masz kontakt z tymi artystami?
- Nie mogę powiedzieć , co teraz robi Herbaliser, ponieważ
mieszkam w Nowym Jorku, a on w Londynie. Kroczymy własnymi ścieżkami i to jest
naturalne. Ale latem w czasie festiwali mam nadzieję spotkać wielu z nich. To
będzie dobra okazja.
Bardzo dziekuję za
rozmowę i jeszcze raz gratuluję znakomitej muzyki zawartej na albumie
koncertowym.
- Ja także dziękuję.
c24.09.2009 17:14
in fact it's Jules Buckley (not Jooles) from the Heritage Orchestra