Tymek walczy z rakiem o oczko [PILNE do 19 marca!]

Radio RAM, mat. prasowe | Utworzono: 16.02.2018, 16:45 | Zmodyfikowano: 16.02.2018, 16:45
A|A|A

fot. naratunek.org/jak-pomaga-1/tymek-walczy-rakiem-o-oczko/

Biega, krzyczy Pan Hilary: gdzie są moje okulary…” To, że jest to ulubiony wierszyk małego Tymusia Szczykowskiego, jego mama uświadomiła sobie dopiero, gdy była z nim na oddziale onkologii i czekała na ostateczną diagnozę.

– Prosił co wieczór od kilku miesięcy, żeby czytać mu go na dobranoc. Dlaczego ten wiersz? Czy on czuł, że jemu też potrzebne są okulary? Jak długo nie widzi na lewe oczko?  Czy coś przegapiliśmy?  – w głowie pani Ani Szczykowskiej, mamy Tymka kłębiło się milion pytań.  W tym te najważniejsze. Czy jego historia też zakończy się szczęśliwie?  Jak i gdzie go leczyć?

RAK WYWRÓCIŁ ŻYCIE DO GÓRY NOGAMI

Wszystko zaczęło się od białego odblasku w oku. Małej plamki, którą było widać tylko pod pewnym kątem. Jego rodzicom nie dawało to spokoju, więc umówili się do okulisty. W noc poprzedzającą wizytę Tymek źle się czuł, wymiotował. Nie poszli do lekarza, ale przesunęli wizytę na najbliższy możliwy termin.

– Starałam się wtedy uspokajać samą siebie. Myślałam nawet, żeby odpuścić tą wizytę, bo przecież niedawno Tymka oglądał neurolog i nie zauważył nic niepokojącego. Zastanawiałam się, czy nie poczekać do sierpnia, czyli wtedy, kiedy mogłaby nas planowo przyjąć okulistka, do której na początku chcieliśmy trafić – wspomina pani Ania Szczykowska. Matczyna intuicja podpowiedziała jej jednak, że odblask w oczku Tymka trzeba  sprawdzić.

– Wtedy myślałam tylko o tym, żeby tylko to nie była zaćma… Pierwsze złe przeczucia naszły mnie już w samej przychodni. Czekaliśmy tylko na wejście do gabinetu, gdy poczułam, że za chwilę może wydarzyć się coś, co zmieni całe nasze życie – wspomina pani Ania ze łzami w oczach.

Pani doktor nie miała wątpliwości, to nie zaćma. Potem przyznała się, że gdy tylko Tymek wszedł do gabinetu, zauważyła pierwsze niepokojące objawy. Przebadała chłopca. A potem poprosiła o konsultację bardziej doświadczoną lekarkę. To wtedy pierwszy raz padła wstępna diagnoza – siatkówczak, złośliwy nowotwór oka. Występuje tylko u małych dzieci.

– Z jednej strony życie się zawaliło, z drugiej strony wszystko nabrało ogromnego tempa. Pani doktor od razu umówiła nas w Centrum Zdrowia Dziecka.  W ciągu godziny spakowaliśmy się i wyjechaliśmy do Warszawy. Wieczorem już byliśmy w klinice – opowiada mama Tymka.

SIATKÓWCZAK CHCE ZABRAĆ OCZKO

Następnego dnia narkoza, badanie dna oka i pierwsza straszliwa informacja: złośliwy nowotwór oka 4-tego stopnia. Już wtedy lekarze zaczęli mówić o tym, że być może trzeba będzie usunąć oko, że być może są jakieś przerzuty.

– Byliśmy wtedy na oddziale okulistycznym. Patrzyłam na inne dzieci i zazdrościłam ich rodzicom, że przyjechali tu na przykład na korektę zeza, a ja z moim synkiem będziemy musieli zmierzyć się z rakiem – opowiada pani Ania.

Kolejne dni to karuzela badań. Rezonans, pobieranie płynu rdzeniowo-mózgowego i szpiku. W końcu przenosiny na oddział onkologii. I ta ciągła huśtawka nastrojów – nadzieja i ogromny strach.

– Czekaliśmy na wyniki i na ustalenie sposobu leczenia. Na początku była decyzja o 6 chemiach ogólnych, a ja w ciszy liczyłam na leczenie chemią celowaną do oka. Potem przyszły wyniki rezonansu i badania płynu rdzeniowego, które pokazały, że nie ma przerzutów. Wtedy byłam szczęśliwa, że będzie chemia bezpośrednia – opowiada mama Tymka.

Jednak po kilku dniach okazało się, że nie da się uniknąć chemii ogólnej. Wszystko przez to, że złośliwy guz wyszedł już poza oczko i nacieka na mięśnie wokół niego. I znów poważne miny lekarzy i suche komunikaty. Najpierw chemia ogólna – sześć w odstępach co 3 tygodnie, a potem?  „Potem zobaczymy”. I słowa, których bali się najbardziej od początku. „Nie wiadomo, czy uda nam się uratować oko”.

– Przez moją głowę przewijają się miliony pytań. Inni rodzice dzieci z siatkówczakiem chętnie pomagają nam w radzeniu sobie z wszystkimi zagadnieniami. Jednak decyzję musimy podjąć my sami. Ja znam się na rozliczaniu dokumentów magazynowych, a mój mąż na geodezji. My naprawdę nie wiemy, jak leczy się raka! Dlaczego musimy decydować o sprawach, które rzutują na to, czy nasz ukochany Synek, na którego tak długo czekaliśmy, będzie miał oko, czy nie daj Boże… – zawiesza głos mama chłopczyka.

ŻEBY TYMUŚ WIDZIAŁ

Dziś wszystko zależy od badań, które odbędą się na początku lutego, mają pokazać, jak guz reaguje na chemię podawaną Tymkowi. To one zdecydują, jak potoczy się jego historia.

– Przegadaliśmy kilka dni i nocy, konsultowaliśmy się z lekarzami i z innymi rodzicami. Wieczorami, gdy Tymek zasypia, dzwonię i przez łzy rozmawiam z najbliższymi osobami. Na razie leczymy synka zgodnie z protokołem zaproponowanym przez polskich lekarzy. Ale rozważamy wyjazd i leczenie za granicą – tłumaczy mama chłopca.

Rodzice już przygotowują się na taką możliwość. Całą dokumentację medyczną Tymka przetłumaczyli i wysłali do USA, do najlepszej kliniki na świecie, do doktora Abramsona, który uratował oczka tysięcy dzieci. Już wiedzą, że jeśli będzie trzeba jechać do Stanów, będą musieli prosić o pomoc ludzi dobrej woli. Bo koszt terapii za oceanem będzie ogromny.

Cała rodzina wierzy, że Tymek rozprawi się z rakiem. Jak na prawdziwego wojownika przystało, nadali mu już nawet odpowiednią ksywkę i mówią na niego TurboTymek. Bo dla takiego bohatera nie ma przeszkód nie do pokonania. Musi iść do przodu po zwycięstwo.

– Wierzę, że ludzie zechcą nam pomóc dopisać szczęśliwe zakończenie do naszej historii. W ulubionym wierszyku Tymka Pan Hilary zawołał o swoich okularach na nosie: „są, znalazły się!”. Mam nadzieję, że Tymek tak samo głośno zawoła kiedyś „Mamusiu, ja Cię widzę!” – opowiada o swoich marzeniach pani Ania.

Leczenie Tymka można wspierać TUTAJ [LINK DO ZBIÓRKI SIE POMAGA] albo  poprzez dokonywanie wpłat na konto Fundacji:

Fundacja „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”

Ślężna 114s/1, 53-111 Wrocław, Bank Millenium S.A.
Nr konta w PLN: 11 1160 2202 0000 0001 0214 2867
Z tytułem wpłaty: Tymoteusz Szczykowski

Płatności Przelewy 24 kartą kredytową oraz przelewy online:

https://naratunek.org/przelewy-24-formularz/
Proszę wpisać w polu Cel wpłaty: Tymoteusz Szczykowski
Kliknąć ‘Wpłacam’ i kontynuować zgodnie z kolejnymi etapami płatności
Płatności PayPal:

https://naratunek.org/paypal/
Proszę kliknąć w baner PayPal
Na stronie PayPal przelać pieniądze na adres e-mail: fundacja@naratunek.org, wpisując wKomentarzu: Tymoteusz Szczykowski
Przekazanie 1% podatku:

KRS: 86 210, cel szczegółowy: Tymoteusz Szczykowski

REKLAMA