A | A | A

Ghost In The Shell ****

Utworzono: 2017-04-01 09:15 , Zmodyfikowano: 0000-00-00 00:00
Płynne miasto przyszłości i świetne aktorstwo odtwórców trzech najuczciwszych postaci ratują „Ghost in the Shell” przed utonięciem w fabularnych schematach.

Na początku seansu próbowałem się uwolnić od porównań z oryginalną mangę i słynną adaptacją anime. Chciałem potraktować film Ruperta Sandersa jako odmienne dzieło sztuki, autonomiczne tym bardziej, że powstałe dwie dekady po komiksie Masamune Shirowy i animacji Mamoru Oshiego. Problem w tym, że pomysł, jaki mieli twórcy na hollywoodzką wersję i fabularny szkielet nowego scenariusza, są jak t-shirty z Che Guevarą i korporacyjne bluzy z rewolucyjnymi hasłami.

Cyberpunkowa manga z połowy lat 90-tych stała się w moim pokoleniu kultowa za sprawą muzyki house, przeżywającej wówczas swoje złote chwile. Hit „King of My Castle” Wamdue Project doczekał się teledysku z fragmentami anime i sprawił, że prawie każdy chciał dotrzeć do całości i obejrzeć futurystyczny film animowany o cyborgach walczących z władcą marionetek, który przejmuje nad nimi kontrolę. Nagrodą był świetny obraz o buntownikach. Chcieli wolności, przeciwstawiali się zawłaszczaniu świata.

Dwie dekady później widok jest bardziej cyniczny: z przejęciem rzeczywistości przez technologię, władców i kontrolerów informacji już się pogodziliśmy. Zostaje banalne odkrywanie własnej pamięci i tożsamości. Oraz walka dobra ze złem, toczona między uczciwymi ze specjalnej jednostki i zepsutymi, usiłującymi przejąć dominującą w przestrzeni korporację. Policyjny oddział na usługach premiera działa jak westernowi ostatni sprawiedliwi, mafia oplata miasto niewidzialną siecią powiązań, hakerzy i terroryści działają w pewnego rodzaju szarej strefie. Świetnie się to ogląda za sprawą wizualnej konstrukcji. Dziki Zachód to tym razem wschodnia metropolia, zbudowana na bazie Hongkongu. Futurystyczny sen pełen jest zabawnych i urzekających detali. Panuje w nim do pewnego stopnia równouprawnienie. Można pielęgnować swój język i własny pomysł na siebie, chociaż w każdej chwili wszystko może ulec zmianie z przyczyn zapisanych w pamięci lub projekcie.

Elementy kodu, programującego rzeczywistość przedstawioną poznajemy wraz z Majorem, główną bohaterką, znaną doskonale nawet tym, którzy zgłębianie fenomenu „Ghost in the Shell” rozpoczęli i zakończyli na teledysku do „King of my Castle”. Obsadzenie w tej roli Scarlett Johansson i próby ucharakteryzowania jej na Azjatkę budziły kontrowersje wśród fanów, ale gwiazda kina broni się swoim aktorstwem. Grała już kosmitkę i sztuczną inteligencję, teraz poradziła sobie z agentką, która zaczyna wątpić w sens swojej misji i zadaje niewygodne pytania. Scenariusz sprowadza ją w dół, ale ona ciągle wypływa. Potrafi grać tak, jakby w każdej scenie przetwarzała rzeczywistość od nowa. Najlepiej wychodzi to, gdy w centrum pozostają wizerunki. Świetna jest jej konfrontacja ze złapanym uciekinierem, zamkniętym w klatce, przestrzeń dla widza zostawiono w spotkaniu z wynajętą prostytutką i podczas konfrontacji z gangsterem w nocnym klubie. Gorzej, gdy bohaterowie zaczynają mówić. Dialogi brzmią naiwnie i banalnie. Spłycają humanistyczne, transhumanistyczne i cybernetyczne pytania, które zadawano w mandze. Dlatego tak świetnie działają małomówni sojusznicy Majora: szef Sekcji 9 w kreacji mistrza azjatyckiego kina Takeshiego Kitano i Batou, policyjny partner głównej bohaterki, zagrany przez Duńczyka Pilou Asbaeka, który sekundował już Johansson w filmie „Lucy”. Ich role budują świetny nastrój, który burzą schematyczne strzelanki i kilka ujęć w zwolnionym tempie.

„Ghost in the Shell” wygrywa ostatecznie samą wizją miasta przyszłości: płynnego światłami neonów, pulsującego barwami w centrum i statycznego betonowymi labiryntami blokowisk na obrzeżach. Gdy wizję scenografów i kostiumologów, uzupełniają specjaliści od komputerowej animacji i mistrzowie montażu, dostajemy spójny wizualnie majstersztyk z oryginalną choreografią pojedynków. Wtedy wszystko chłoniemy zgodnie z duchem z komiksowej skorupy.




WASZE KOMENTARZE ()

WASZE KOMENTARZE (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony. Radio RAM nie odpowiada za treść komentarzy.
Teraz na antenie
Monika Jaworska
Dzień dobry we Wrocławiu! Poranek pełen energii, Wrocławia i muzyki w dobrym humorze.
NEWSLETTER RADIA RAM
Dodaj swój adres, aby otrzymywać newsletter