A | A | A

Powidoki ***

Utworzono: 2017-01-13 15:45 , Zmodyfikowano: 0000-00-00 00:00
Dziś premiera „Powidoków”. O Władysławie Strzemińskim opowiedziano w filmie ku przestrodze.
zdj Anna Włoch, Akson Studio

Ostatni film Andrzeja Wajdy nie jest tak doskonały, by zgodzić się z jego kandydaturą do Oscara, którego – jak już wiadomo – nie dostanie. Nie jest też aż tak zły, jak sugeruje słynna wypowiedź Bogusława Lindy. Aktor zdecydowanie lepiej poradził sobie na planie w roli polskiego malarza, którego zgniata komunistyczna machina, niż podczas trasy promocyjnej. Reżyser najlepiej zadziałał w filmie obrazami, scenariusz i dialogi rzeczywiście nie służą tu najlepiej. Samo dzieło skazują na powtarzalność, a dla przesłania mogą okazać się przeciwskuteczne. „Powidoki” nie są biograficznym filmem o Władysławie Strzemińskim. Wykorzystują jego postać, by opowiedzieć o epoce, bezwzględnym traktowaniu sztuki przez władzę i grozie szablonowego traktowania patriotyzmu i powinności sztuki względem niego. Dlatego można obronić twórców przed zarzutami, dlaczego nie uwzględnili w filmie Katarzyny Kobro. Zostawili jedynie córkę artystów (debiut Bronisławy Zamachowskiej) i niebieskie kwiaty. I niepotrzebny wątek melodramatyczny ze studentką (powraca gwiazda „Miasta 44” Zofia Wichłacz).  

Świat zmienił się, odkąd obejrzałem „Powidoki” na specjalnym pokazie festiwalu w Gdyni. Okazało się, że film będzie traktowany jako testament mistrza polskiego kina. Mechanizmy, które w nim odsłonił, działają. Ostrzeżenie pozostaje uzasadnione. Docenić trzeba sam gest, by włożyć ostatnie siły w artystyczną wypowiedź na temat podporządkowania kultury władzy. Wajda pyta: do dzieje się ze sztuką i z twórcami, gdy unormować ich prace i zaprzęgnąć do działania politycznego? Jak daleki od zrozumienia istoty wszelkiej kreacji jest system oparty na ideologii?

– Nie można stać na rozdrożu, trzeba się opowiedzieć – mówi w filmie oficer SB, grany przez najlepszego w obsadzie Andrzeja Konopkę. Dziś sytuacja jest bardziej skomplikowana. Politycy antykomunistyczni sięgają po argumenty, którymi na ekranie przemawia ówczesny minister kultury Włodzimierz Sokorski, zagrany przez Szymona Bobrowskiego: „naród ma prawo stawiać wymagania twórcom”. W latach 50-tych stał na czele resortu kultury i sztuki, dziś to ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego. Nazwę zmieniono, gdy stery w Pałacu Potockich obejmował Kazimierz Ujazdowski.

zdj Anna Wloch, Akson Studio


Największym przekleństwem „Powidoków” nie są filmowe pleonazmy, bohaterowie mówiący o tym, czego widz mógł się już domyślić z obrazów. Ciężkie, długie sceny, które stoją w opozycji do tego, co o sztuce wykłada w nich sam Strzemiński. Najgorsza jest świadomość, że Wajda nakręcił film aktualny. Wziął temat na warsztat kilka lat temu i raz jeszcze wykazał się genialną intuicją. W filmie o starciu socrealizmu z artystą wspaniałe są sceny, po których widz może sobie przypomnieć, że reżyser też studiował malarstwo. Wajda skonstruował, z pomocą operatora Pawła Edelmana, metaforyczną klamrę. W pierwszej scenie całe okno w pracowni malarza, całe światło, a zatem cały jego świat, zasłania czerwona płachta. Zbliża się pochód. W ostatniej scenie Strzemiński upada na witrynie z manekinami. Zbliżamy się my. O artyście opowiedziano nam ku przestrodze.  

ZDJĘCIA
WASZE KOMENTARZE ()

WASZE KOMENTARZE (0)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony. Radio RAM nie odpowiada za treść komentarzy.
Teraz na antenie
Maciek Przestalski
Kulinarny Wrocław
NEWSLETTER RADIA RAM
Dodaj swój adres, aby otrzymywać newsletter