NAJLEPSZE FILMY 2015 (ZOBACZ)

Jan Pelczar | Utworzono: 01.01.2016, 21:10 | Zmodyfikowano: 01.01.2016, 21:10
A|A|A

Zdjęcie ilustracyjne: rpb1001/flickr.com uder license of Creative Commons

Dwa filmy, które znalazły się ex aequo na dziewiątym miejscu to odkrycia konkursu filmów o sztuce Nowych Horyzontów 2014. Ogólnopolskie premiery kinowe miały w kolejnym sezonie. Jurorzy festiwalu nagrodzili "Zjazd absolwentów", a wyróżnili "15 stron świata". Zrobiłbym odwrotnie, ale oba filmy uważam za seanse obowiązkowe. "Zjazd" to powrót Anny Odell do szkolnej traumy i próba triumfu na drodze kreacji. Film można oglądać na wielu etapach życia, dorastania i wychowywania. "15 stron świata" to prezent dla wszystkich, którzy chłoną świat obrazem, dźwiękiem, ale i słowem. Próba zobaczenia dźwięku i odzwierciedlenia nagrania w obrazie. Dokumentalny portret Eugeniusza Rudnika wykroczył poza wszelkie ramy.

Na ósmym miejscu prosta historia o sile większej od niejednej superprodukcji. I jedno z największych aktorskich wydarzeń roku. Marion Cotillard w filmie "Dwa dni, jedna noc" sprawdza, czy w Europie solidarność jest jeszcze możliwa. I nie trzeba do tego mieszać kryzysów migracyjnych, zagrożeń terrorystycznych. Wystarczy świat dobrobytu, inwestycji i samorealizacji. On także okazuje się daleki od ideału. Bracia Dardenne pokazują na czym polega współczesne uczucie bycia niepotrzebnym. Jeśli w latach sukcesów czynić jakiś zarzut polskiemu kinu, to brak podobnych produkcji.

Siódme miejsce dla absolutnej rewelacji otwarcia Nowych Horyzontów 2014. "Dzikie historie" to nowelowe kino, które najlepiej działa z zaskoczenia, ale czas pokazuje, że chce się też do niego wracać. Płyta z argentyńskim filmem może być doskonałym prezentem, ale także otwarciem dyskusji. Świetnie sprawdzi się w roli zachęty do rozmowy, ale ostrożnie - "Dzikie historie" mogą zostać odebrane nawet jako oskarżenie. Bez względu na spojrzenie i odbiór na pewno śmieszy i potrafi zdziwić. Obietnica z tytułu zostaje utrzymana.

Na szóstym moje odkrycie American Film Festival 2015. "Mandarynka" to debiut, który wytrzymuje porównanie z klasykami. Zrealizowane nowatorsko, ale w odniesieniu do mistrzowskich wzorców. Opowieść wigilijna, ale w prażącym słońcu Los Angeles. I bez wnikania w psychologię sknerusa. Tu liczy się druga strona, która idzie po swoja sprawiedliwość. Kino miejskiej drogi z intrygującą drugoplanową postacią taksówkarza.

Kolejne festiwalowe zaskoczenie umieszczam na miejscu piątym. "Córki dancingu" urzekły mnie w Gdyni. Za chwilę wypłyną w Sundance. Kibicuję im z całych sił, bo tak odważne i udane filmy cieszą mnie niezmiernie. Wspaniale, że w roku zauważalnych zmian w seriach "Mad Maxa" i "Gwiezdnych wojen" także w polskim kinie najsilniejsze okazały się bohaterki. Syreny walczą w swoim imieniu, ale na oczach każdego chętnego kinomana. Ich siła może inspirować. Przy okazji radosny podziw z sukcesu wrocławianek - Agnieszki Smoczyńskiej i Kingi Preis.

Tuż za podium film, o którym nie warto się rozpisywać, ale trzeba go zobaczyć. A potem można spędzić godziny na dyskusjach o zawartości. To "W głowie się nie mieści". Jego najlepszą recenzją był mem. "Co, jeśli uczucia mają uczucia?". Pixar zdołał nawiązać do swoich największych osiągnięć, sięgnąć poziomu uniwersalnych, znanych baśni, ale zachować także oryginalność pomysłu, za który pochwalić można najbardziej. Amatorom gier planszowych napisać mogę: to taki Dixit wśród filmów.

Trzecie miejsce zdobywa u mnie "Foxcatcher", film z całego zestawienia najbliższy temu rodzajowi kina, które lubię oglądać najbardziej. Epicki fresk, ale złożony z kameralnych scen. O losach jednostek, przedstawionych blisko i sugestywnie, ale urastający do rangi obrazu całego społeczeństwa, a przynajmniej jego cech. Bennet Miller z pomocą wybitnych zdjęć i genialnych kreacji aktorskich tworzy niepokojący obraz Ameryki i amerykańskiego snu. Skoro między milionerem-filantropem, a mistrzami olimpijskimi mogło dojść do takich groteskowych dramatów, to jak możemy się dziwić kolejnym doniesieniom mediów? Może któreś z nich posłuży kiedyś Millerowi za punkt wyjścia do kolejnego dzieła sztuki.

Filmowe wicemistrzostwo i drugie miejsce w mojej "złotej dziesiątce" 2015 roku dla "Pana Turnera". Mike Leigh stworzył arcyciekawy film biograficzny, symboliczną historię artysty, a także pozwolił widzowi domyślić się, jak bohater spoglądał na świat. Reżyser znany z przedstawiania współczesnej Anglii i zupełnie innej klasy społecznej, tym razem dokonał błyskotliwej satyry na arystokrację. Timothy Spall w roli tytułowej to kreacja, która w tym roku nie miała sobie równych. Zdjęcia Dicka Pope'a to również najwyższy kunszt.

Na miejscu pierwszym - moim zdaniem najlepszy film 2015 roku: "Hiszpanka". To był mój pierwszy zachwyt 2015 roku. I żaden inny mu nie dorównał. To jednocześnie najbardziej kontrowersyjny film w zestawieniu. Przez dużą część krytyków odsądzany od czci i wiary, widowni nie zdobył - stał się jedną z najbardziej spektakularnych klap w ostatniej historii polskiego kina. Jest jednak grupa entuzjastów "Hiszpanki", do której się zaliczam. Uważam film Łukasza Barczyka za jedno z wizjonerskich dzieł, które rozpatrywać można na wielu poziomach. "Hiszpanka" jest piękna, gdy inscenizuje historię i mądra, gdy czyni aluzje do współczesności. Czas pokaże, czy zostanie doceniona po latach - jak kilka innych odważnych filmów, które stały się klasykami mimo ostrej krytyki w roku premiery.

NAJLEPSZE FILMY 2015 ROKU WG AUTORA STREFY KINA RADIA RAM:

1. Hiszpanka (CZYTAJ RECENZJĘ: Kiedyś o takich filmach można było pomarzyć)

*Młodość

2. Pan Turner (RECENZJA: TUTAJ)

3. Foxcatcher (RECENZJA: TUTAJ

4. W głowie się nie mieści (RECENZJA: TUTAJ

5. Córki Dancingu (RECENZJA: TUTAJ)

6. Mandarynka (RECENZJA)

7. Dzikie historie (RECENZJA)

8. Dwa dni, jedna noc (RECENZJA)

9. 15 stron świata (RECENZJA) 
9. Zjazd absolwentów


11. Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy (RECENZJA)

 

REKLAMA

To może Cię zainteresować