Ujawniamy kulisy śledztwa ws finansowania komitetu Dutkiewicza

Radio RAM | Utworzono: 01.05.2015, 22:41
A|A|A

fot. archiwum

Sprawa nielegalnego finansowania kampanii komitetu Rafała Dutkiewicza "Obywatele do Senatu" trafiła do sądu we Wrocławiu. Nie została jeszcze wyznaczona data pierwszej rozprawy. Śledztwo w tej sprawie prowadziła prokuratura w Opolu. Oskarżone zostały dwie osoby - Jarosław B. i Grzegorz K. Obaj mają odpowiedzieć za niedozwolone pozyskiwanie środków i kolportaż ulotek kandydatów Rafała Dutkiewicza w wyborach z 2011 roku. Z ustaleń prokuratury wynika, że obaj mężczyźni pozyskali środki finansowe i zlecili kolportaż i druk ulotek dwóm firmom w sytuacji, gdy jest to niezgodne z prawem. Jedna z firm później otrzymała intratne zlecenia na organizowanie pierwszych imprez na nowym stadionie we Wrocławiu. Obaj podejrzani w tej sprawie będą odpowiadać za naruszenie przepisów kodeksu wyborczego. Grozi za to kara grzywny od 10 do 100 tys. zł. Obaj oskarżeni są w tej chwili pracownikami dwóch wrocławskich spółek miejskich.

Po przejrzeniu setek stron akt można postawić kilka pytań: Czy wolontariusz komitetu "Obywatele do Senatu" koordynował część akcji związanej z drukiem i kolportażem ulotek kandydatów Rafała Dutkiewicza? Chodzi o jednego z oskarżonych w tej sprawie, byłego dyrektora wydziału organizacyjnego i kadr Urzędu Miejskiego we Wrocławiu Jarosława B.

W listopadzie 2012 roku oskarżony tak odpowiedział na pytanie, czy w jakiś sposób udzielał się w kampanię komitetu "Obywatele do Senatu": "Nie byłem w komitecie, współpracowałem w formie wolontariusza, pomagałem w aspekcie redagowania pism związanych z kampanią wyborczą. Moja forma współpracy z komitetem jako wolontariusz odbywała się na zasadzie mojej dobrej woli, a nie jakiegoś przymusu....". Z akt sądowych wynika jednak coś zupełnie innego.

Kto tak naprawdę wiedział, że w kampanię jest zaangażowany Tomasz G. z upadłej firmy Dynamicom, która organizowała trzy pierwsze imprezy na wrocławskim stadionie? Z treści korespondencji mailowej, która widnieje w aktach wynika, że był to i szef komitetu Jarosław Krauze, i bliscy współpracownicy prezydenta Wrocławia - Marcin Garcarz i Wojciech Król, i były wiceprezydent Wrocławia Michał Janicki. Ujawniamy treść maila z 10 września 2011 roku. O godzinie 10.46 Jarosław B. napisał do szefa Dynamicomu - "Panie Tomku. W załączniku podaję mapkę podziału Wrocławia na okręgi: 7 - T. Luty i 8 - J.Obremski. Dodatkowo przesyłam wykaz podziału okręgów na Dolnym Śląsku, z którego mailing dotyczy jeszcze okręgu numer 6. - T. Misiak - dawne województwo wrocławskie...Proszę o podanie dziś mailem miejsca dostawy ulotek w poniedzialek rano".

W załączniku znajduje się mapka podziału Wrocławia na okręgi wyborcze, a mail wysłany jest do wiadomości: Jarosława Krauze, Marcina Garcarza, Wojciecha Króla, Michała Janickiego. O czynnym zaangażowaniu Jarosława B. w kampanię świadczy też jeden z sms-ów, który oskarżony wysłał do świadka w sprawie - kobiety, która w tym czasie współpracowała z Dynamicomem: "Szanowna Pani, zapoznałem się z raportem kontroli ale to tylko blokowiska, raport nadal nie obejmuje osiedli domków jednorodzinnych jak zakrzow, stablowice czy ołtaszyn. Np. na zakrzowie ul. Wallendroda do dziś 20.05 ulotka nie dotarła. Pozdrawiam Jarek B."(pisownia oryginalna - przyp. SJ.)

Prof. Robert Alberski
Prof. Robert Alberski
politolog

Ta sprawa nie złamie kariery Rafałowi Dutkiewiczowi. Gdyby akt oskarżenia wpłynął pół roku temu, przed ostatnimi wyborami samorządowymi , to sprawa byłaby o wiele poważniejsza. Co nie znaczy, że nie ma w ogóle znaczenia. To będzie się cały czas ciągnęło za Dutkiewiczem. Przeciwnicy polityczni dostali "wagon amunicji" - bardzo trudno się będzie Dutkiewiczowi z tego wyplątać. Atakować będą nie tylko oponenci polityczni ale i media. Szczęście w nieszczęściu Dutkiewicza polega na tym, że pomogły mu długie procedury, które są słabością naszego systemu prawnego. Sprawa ciągnęła się bowiem od czterech lat. Na Dutkiewiczu ciąży odpowiedzialność polityczna, bo przecież patronował tej inicjatywie. Trudno sobie wyobrazić, by takie decyzje zapadały na niskim szczeblu. Dlatego wszystko idzie na jego konto. Według polskich przepisów podmioty, które startują w wyborach a nie są partiami politycznymi mają utrudnione finansowanie. Stawia to ich na działanie na granicy prawa. Nie upoważnia to jednak do robienia przekrętów, ale okazja czyni złodzieja.

 

W jednym z kolejnych sms-ów na telefon Jarosława B., świadek przesyła wszystkie dane dotyczące firmy Dynamicom.

Teraz trochę dat, dla zrozumienia całości - wybory odbyły się 9 października 2011 roku. Z informacji zebranych przez Radio Wrocław wynika, że na przełomie sierpnia i września nieustalony mężczyzna zlecił druk ulotek kandydatów w drukarni we Wrocławiu. Wiadomo, że komitet "Obywatele do Senatu" oficjalnie nie zlecił wykonania takiej usługi. Z dokumentu z drukarni wynika, że ulotki wydano 12 września 2011 roku - to jest właśnie poniedziałek z maila Jarosława B. W tym samym tygodniu firma Dynamicom zleca innej firmie kolportaż ulotek wyborczych. Ostatecznie w grudniu Dynamicom płaci za to rachunek w wysokości ponad 21 tys. zł. Zgodnie z przepisami, firmy nie mogą finansować kampanii komitetów.

Ujawniamy kolejne maile z akt sprawy:

- mail od drugiego z oskarżonych w tej sprawie - pełnomocnika komitetu "Obywatele do Senatu" Grzegorza K. do Michała Janickiego - 27 grudnia 2011; temat - zaległa faktura. "Michale do kogo przesłać fakturę proszę o informacje ponieważ zbliża się koniec roku. pozdrawiam Grzegorz".

-w odpowiedzi 28 grudnia 2011 roku Michał Janicki odpowiada Grzegorzowi K. "Jutro wyjdzie przelew. Pozdr Michał Janicki"

Tomasz G. z Dynamicomu w latach 2011 i 2012 współpracował z Urzędem Miejskim i znał się z byłym wiceprezydentem Michałem Janickim. W aktach sprawy były urzędnik nie ukrywa, że skontaktował Tomasza G. z Jarosławem B. w kontekście pomocy w kampanii wyborczej komitetu "Obywatele do Senatu". Z kolei Tomasz G. potwierdza, że w sprawie ulotek i kolportażu kontaktował się z Jarosławem B.

W zeznaniach Jarosław B. podważa wiarygodność Tomasza G. I rzeczywiście, można mieć wątpliwości co do mężczyzny związanego z Dynamicomem. Jesienią 2012 roku prezydent Wrocławia ujawnił, że firma nie rozliczyła się z imprez organizowanych na stadionie. Chodziło o 14 mln zł. Pracę stracił wtedy Michał Janicki. Natomiast od początku śledztwa przedstawiciele komitetu "Obywatele do Senatu" zaprzeczali jakimkolwiek kontaktom z Tomaszem G. Nawet wtedy, gdy ujawnił on, że sfinansował fakturę za kolportaż ulotek kandydatów do Senatu. Przytaczamy zeznania szefa komitetu Jarosława Krauze: "Pierwszy raz dowiedziałem się od dziennikarki Polskiego Radia, że jest taka sprawa i związana jest z tym firma Dynamicom. Wcześniej nie było mi wiadomo nic na ten temat. Nie znam pana G. nigdy z nim nie rozmawiałem..."

W aktach sprawy pojawia się jednak wątek maila Jarosława B., który przytaczamy na samym początku tekstu - w sprawie ulotek - Jarosław Krauze po zobaczeniu jego treści mówi w prokuraturze tak: "Nie wiem co powiedzieć, nie umiem tego nawet skomentować. Nie przypominam sobie, bym otrzymał takiego mejla".

Maila nie pamiętają również Marcin Garcarz i Wojciech Król. Jarosław B. nie przyznaje się do winy - jego wyjaśnienia są obszerne, ale skupiają się głównie na podważaniu wiarygodności Tomasza G. i Michała Janickiego. Były pracownik magistratu sugeruje nawet, że mogło dojść do manipulacji w treściach sms, które znajdują się w aktach sprawy. Pod koniec śledztwa zaś nie odpowiada już na żadne pytania. Przytaczamy tylko fragment jego wyjaśnień:


Przesłuchujący: Na czym polegało zaangażowanie Wojciecha Króla, Marcina Garcarza, Michała Janickiego w kampanię wyborczą?

Jarosław B.: nie będę odpowiadał na pytanie

Przesłuchujący: Jakie były powody wysłania okazanych świadkowi e-maili do wiadomości wskazanych w ich treści osób?

Jarosław B.: nie odpowiadam na pytanie

Przesłuchujący: Jakie były powody prowadzenia korespondencji e-mailowej z Tomaszem G.?

Jarosław B.: Nie odpowiadam na pytanie, ponieważ jako podejrzany korzystam z prawa do odmowy udzielenia odpowiedzi na zadane przez prokuratora pytanie

Przesłuchujący: Czego dotyczyły ulotki, które miały być dostarczone w poniedziałek rano?

Jarosław B.: Nie odpowiadam na pytanie, ponieważ jako podejrzany korzystam z prawa do odmowy udzielenia odpowiedzi na zadane przez prokuratora pytanie

Przesłuchujący: Z jakiego miejsca ulotki miały być dostarczone?

Jarosław B.: Nie odpowiadam na pytanie, ponieważ jako podejrzany korzystam z prawa do odmowy udzielenia odpowiedzi na zadane przez prokuratora pytanie

(...)

Przesłuchujący: Czy podejrzany zna Wojciecha Króla, Marcina Garcarza, Michała Janickiego?

Jarosław B.: Nie odpowiadam na pytanie, ponieważ jako podejrzany korzystam z prawa do odmowy udzielenia odpowiedzi na zadane przez prokuratora pytanie

Przesłuchujący: Jakie są powody, dla których podejrzany nie zamierza odpowiedzieć na żadne z pytań prokuratora?

Jarosław B.: Nie odpowiadam na pytanie, ponieważ jako podejrzany korzystam z prawa do odmowy udzielenia odpowiedzi na zadane przez prokuratora pytanie

 

REKLAMA