Dzieje się, czyli historia pewnej miłości…

Monika Jaworska | Utworzono: 14.02.2011, 08:29 | Zmodyfikowano: 18.02.2011, 10:27
A|A|A

Ale miał w głosie coś takiego – pewność, że wie co robi, i że chce, żeby to był naprawdę wyjątkowy wieczór, w którego oryginalności i szaleństwie Radio RAM będzie miało swój udział, że przystąpiłam do działania.

Umówiliśmy się dokładnie na czas, kiedy on zrobi głośniej radio w swoim mieszkaniu, w którym to przygotowywał niespodziankę dla swojej dziewczyny. Był późny wieczór, na antenie Radia RAM muzyczny program jak zwykle prowadził Piotr Bartyś i to jemu zleciłam (na szczęście nie stawiał czynnego sprzeciwu) to jakże ważne zadanie.

Ku zdumieniu słuchaczy Piotr zamiast opowieści o kolejnym wykonawcy serwowanym tego wieczoru w RAM-ie nagle zaczął mówić do jakiejś Pauliny, że oto Emil za chwilę zada jej bardzo ważne pytanie, żeby go posłuchała, że to jest poważna, ale radosna propozycja… Bartysiowi głos się łamał, ale z zadaniem poradził sobie znakomicie:



Na reakcję nie czekaliśmy długo, za chwilę zadzwonili do radia szczęśliwi narzeczeni:

I tak oto Radio RAM miało swój udział w tym szaleństwie zakochanych Pauliny i Emila! Ich radość udzieliła się nam wszystkim i byliśmy zwyczajnie dumni z tego, że udało się tak radośnie przeprowadzić „Akcję zaręczyny”.

Osiem miesięcy później przyszedł do mnie mail od Emila, w którym napisał „przesyłamy kilka wspomnień, momentów dla nas najważniejszych... i małżeńskie pozdrowienia zaręczonych z Waszą pomocą...”, do listu były dołączone te zdjęcia:



Prawda, że udało nam się połączyć parę niezwykle sympatycznych wariatów?

Paulina niedawno zdradziła mi więcej szczegółów dotyczących samej formy tych częściowo radiowych zaręczyn:

„Tak siedzę teraz i rozkminiam… Do tej pory uważam, że to była najlepsza akcja szpiegowska świata!
No i jak już dostałam (będąc w naszej wannie) do ręki kostkę lodu i polecenie: „trzymaj, aż się rozmrozi” to przecież myślałam, że oszaleję… W kostce lodu oczywiście był zamrożony pierścionek…Warto o tym wspomnieć, bo kto wie, może komuś ten pomysł jeszcze się przyda ;-)”


A oto jak dzisiaj opowiadają o ich miłości, sprawdziliśmy obie wersje, bo na pytania odpowiadali osobno:

Jak się spotkaliście?

Paulina: Próbuję wymyślić coś, co brzmiałoby choć trochę romantycznie, ale nic mi z tego nie wychodzi… Poznaliśmy się w knajpie, w okolicach północy… Zmysły lekko przytłumione i bardzo rozweselone poziomem trunku w organizmie... On szedł do toalety, ona siedziała gdzieś obok. Nic dodać, nic ująć…

Emil:  Pierwszy raz zobaczyliśmy się w jednym z wrocławskich klubów, spotkali się w drodze do toalety... Spotkanie, nie bylo może nasycone nadprogramowym romantyzmem, ale śmiem twierdzić, że zaiskrzyło natychmiast.



Co spowodowało, że pomyśleliście: „oho, to chyba ten/ta?”

P: Ja to chyba jakoś po jednej z pierwszych randek wróciłam do domu, zasiadłam przy winie z koleżankami (wtedy jeszcze mieszkałam w postudenckiej komunie) i wybrzmiało: „dziewczyny, chyba jest mąż”! Powodów było wiele… Dzikie pola w głowie, durny dowcip (dla mnie - najlepszy z możliwych), miliony pomysłów na sekundę, miliardy tematów do rozmowy. A poza tym wiadomo... Wszystko to, co oddech kradnie i przez co w głowie wiruje… Wszystkie zaczarowane chwile spędzone w Emilowie… O nich jednak opowiadać nie będę. One uważnie strzeżone….. Tajemnicą codzienną się stają…

E: To chyba następowało stopniowo. Gdy się poznaliśmy oboje byliśmy po jakiś "dziwnych" i męczących związkach i nie mieliśmy zbyt dużej ochoty na jakieś poważne i długotrwałe znajomości. Skończyło się tak, że po kilku dniach diametralnie zmieniliśmy zdanie i każdy dzień bez siebie był dniem straconym...
 
Czy były jakieś przeszkody po drodze?

P: Żadnych! Było kilka dłuższych rozstań, ale zawsze świetnie sobie z nimi radziliśmy. W chwilę po poznaniu ja musiałam pojechać służbowo do Barcelony na kilka tygodni. Em dojechał na parę dni. Został ponad tydzień. Potem był mój wyjazd do Indii. 3 tygodnie. Włócząc się z plecakiem, zamiast szukać pięknych miejsc, szukałam wyłącznie kafejek internetowych… Tęsknota była obłędna. Od tamtego czasu wiem, jak czują się ludzie w stanie przedzawałowym. Ja przez taki przeszłam w dniu powrotu. Jak już znowu byłam w Emilowie…

E: Nie przypominam sobie jakiś szczególnie wysokich schodów, które musieliśmy pokonać. Ciężko było gdy Paulina wyjechała po dwóch miesiącach znajomości, na 3 tyg. do Indii, gdzie przez tydzień nie mieliśmy ze soba żadnego kontaktu bo miejscowi przewodnicy wywieźli ją w jakieś odcięte od reszty świata miejsce.



Jak długo trwało zanim doszło do zaręczyn częściowo radiowych?

P: Oka mgnienie… 2 lata

E: Stało się to dokładnie w drugią rocznicę znajomości.

Czy przygotowania do ślubu i wesela to była droga przez mękę?

P: Przygotowania do ślubu były jednym z fajniejszych projektów, który wspólnie uknuliśmy. Miejsce, oprawa, lista gości. No i oczywiście suknia… fantastyczne momenty! Teraz myślę sobie, że to też jest pewnie w dużej części kwestia harmonii charakterów. Oboje podejmujemy decyzje bardzo szybko i nie ma zbędnego jęczenia. Suknie wybrałam w drugim salonie, który odwiedziłam. Salę wynajęliśmy od razu. Spojrzenie, uśmiech i już wszystko wiadomo…

E: Jeśli chodzi o komunikacje i koncepcje między nami, to nie przypominam sobie żadnej sytuacji poważnie kryzysowej. No chyba, że bierzemy pod uwagę poszukiwania bucików dla Panny Młodej, co było nie lada wyzwaniem :) Bardziej frustrujące było raczej podejście ludzi, którzy chcieli na Młodej Parze nadprogramowo zarobić. Organizacyjne przetarcie mieliśmy rok wcześniej, gdy urządzaliśmy wspólne mieszkanie. A że jesteśmy skłonni wobec siebie do kompromisów i modyfikacji swoich koncepcji, to wychodziło nam to całkiem sprawnie.



Co się zmieniło po ślubie - u Was i w Was?

P: U nas chyba niewiele. Choć ja bardzo lubię nosić obrączkę. Chwalę się kiedy mogę i komu mogę. Lubię też przedstawiać się nowym nazwiskiem... jakby trochę nowa ja. Poza tym wszystko jak zawsze… W Emilowie, kolorowie, mnóstwo myśli ciągle w głowie… Emil robi dużo miłych rzeczy dla mnie, a ja odwdzięczam się tym samym. Stara nuda ;-)

E: Zmieniło się to, że nosimy obrączki na palcach i przedstawiamy się jako mąż i żona.
 
Czym się zajmujecie na co dzień? Czy macie jakieś wspólne lub osobne pasje?

P: Emil jest przedsiębiorcą (tak podał księdzu w kwestionariuszu małżeńskim) - to taki nasz wewnętrzny żart. Ja zatrudniam ludzi. Pasji wspólnych mamy wiele (hmm... i tu na chwilę się zawiesiłam, w nadziei, że on napisze to samo). Poza sobą nawzajem, lubimy podróżować. Zwiedziliśmy już razem kawał świata. Z plecakiem w nieznane. Podróże bardzo zbliżają, odprężają, prowokują. Emil jest najlepszym towarzyszem podróży jakiego znam. A w tym na pewno jestem wybredna.

E: Nasze zainteresowania są nieodłaczną częścią naszego związku. Mamy podobny gust muzyczny i filmowy. Wygłaszamy podobne opinie na temat oglądanych sztuk teatralnych i koncertów. Lubimy spędzać czas aktywnie, narty, rowery, basen. Mamy podobne koncepcje na zwiedzanie świata i organizacje podróży. Raczej nie wybieramy opcji all inclusive, chyba że oboje chcemy poleniuchować. Mamy wspólnych znajomych, często wychodzimy razem, ale potrafimy również raz na jakiś czas bawić się osobno.


 
Co się zadzieje u was w tym roku?

P: Za kilka dni ruszamy ponownie. Tym razem bardziej na wschód, odkrywać tajemnice orientu… To będzie taka mała uwertura przed próbą rozmnożenia. Trzymajcie kciuki!

E: Za tydzień ruszamy na niecierpliwie oczekiwany podbój Tajlandii, Kambodży i Malezji z przystankiem w Dubaju. Będzie to ostatnia taka wielka podróż przed... rozmnożeniem:)

Dzisiaj będzie ich można spotkać na walentynkowym seansie w Sali Koncertowej Radia. Oto historia pewnej miłości spełnionej - na moje pytania odpowiadali Paulina i Emil Basta.

Kochajcie się i pamiętajcie – marzenia się spełniają! A w niektórych pomaga Radio RAM.

REKLAMA
Dźwięki

To może Cię zainteresować