Gotan Project w udany sposób łączą elektronikę z klasycznym tangiem. Czynią tak od wielu lat i wciąż czerpią skądś inspirację na nowe płyty. Philippe Solal okazał się miłym i sympatycznym rozmówcą, chcącym podzielić się swymi doświadczeniami z pracy w zespole, który z czasem stał się projektem multimedialnym.
Michał
Sierlecki: Gościem Radia RAM jest Philippe Solal z zespołu Gotan Project.
Witaj. Swym nowym albumem „Tango 3.0" przekraczacie granice i przedstawiacie
nie tylko muzyczne klimaty Buenos Aires, ale także delty Misissipi, czyli
bluesa i ulic Nowego Yorku.
Philipp Solal: - To prawda. Jeśli chodzi o ten album,
chcieliśmy poszerzyć terytorium tanga. Zajmujemy się muzyką pochodząca z
Argentyny, także dźwiękami charakterystycznymi dla folku. Ale na przykład a
utworze Panamericana przywołujemy
drogę łączącą Amerykę Południową z Ameryką Północną. Wychodzimy zatem z naszymi
poszukiwaniami w kierunku północnym, Nowego
Orleanu. Współpracowaliśmy na przykład z Dr Johnem, który jest legendą bluesa
tamtego rejonu. Idziemy także w kierunku Tennessee,
klimatów bluegrass, jest trochę nastroju Nashville. Działa tu wyobraźnia.
Jesteśmy bowiem inspirowani różnymi rodzajami muzyki. Te składniki łączymy w
naszym tangu. Ale tworzymy także pod wpływem sztuki filmowej. Na przykład
utwór De Hombre A Hombre stworzyliśmy na kanwie dzieła Davida Lyncha.
Staramy się zatem przekraczać bariery i granice. Bo w muzyce ich po prostu być
nie powinno.
Zanim
ukazał się album „Tango 3.0", mieliśmy okazję zobaczyć świetny trailer, video z
użyciem technologii morph i doskonałym tancerzem. Pojawia się tam także Victor
Hugo Morales.
- Jeśli chcesz użyć skrótu myślowego w przypadku
Argentyny, będzie to futbol i tango. Victor Hugo Morales jest swego rodzaju
legendą . Komentował wszystkie najważniejsze dla nas mecze. Także te z udziałem
Diego Maradony. On jest też swego rodzaju poetą. Ma wiedzę na temat muzyki klasycznej. To bardzo
interesująca postać. Pomyśleliśmy zatem, że słowo goal może się przeistaczać w go
tango. Ten utwór to oczywiście La
Gloria, mówiący o chwale, zwycięstwie. Ma w sobie dawkę humoru.
Co
jest takiego fascynującego w Paryżu i muzyce elektronicznej , że połączyliście
ją w tangu, a sami mieszkacie w Paryżu?
- Wiesz, to nie przypadek, że Gotan Project
narodziło się w Paryżu. To spotkanie muzyki argentyńskiej z Europą. Ale Paryż
jest uważany za stolicę tanga. Najważniejsi twórcy tanga, jak choćby Carlos
Gardel występowali w Paryżu. Muzyka elektroniczna ma silne oddziaływanie od
ponad piętnastu lat i jest także związana z Paryżem. Christoph i ja zajmowaliśmy
się muzyką elektroniczną już długo wcześniej, zanim stworzyliśmy Gotan Project.
Mieliśmy sporo doświadczenia. Spotkanie elektroniki z tangiem było dla nas
czymś naturalnym, gdyż chcieliśmy, by ludzie tańczyli w nowym nastroju,
bardziej regularnym, charakterystycznym dla stylu house, czy techno. Ale jednocześnie
na parkiet przenieśliśmy melancholię. Tango jest bardzo miejską muzyką, która została
przeniesiona z Argentyny do Paryża. W latach 80 był tu na przykład słynny klub Ulice Buenos Aires, gdzie grało się
tanga i występowało tam wielu muzyków. Społeczność argentyńska jest bardzo
silnie reprezentowana w Paryżu. Kiedy muzyk chce opuścić Argentynę, przeważnie jedzie
do Paryża.
Nini
Flores gra u was świetnie na akordeonie, bandoneonie, a Christina Villalonga śpiewa
kobiece partie w utworach. Jak się poznaliście?
-
Przedstawił
nas sobie Eduardo Makaroff z Gotan Project. To było dziesięć lat temu, gdy
zakładaliśmy zespół. Nini Flores jest geniuszem. Może o tym nie wie, ale on
jest geniuszem. To jeden z najbardziej wrażliwych instrumentalistów grających
na bandoneonie, jakich znam. Christina Villalonga jest dla mnie jak Billie
Holiday. Ona naprawdę przekazuje emocje, gdy śpiewa. Jej głos świetnie
koresponduje z tangiem.
Wydaje
się, że utwór Mil Millones na płycie
może kojarzyć się z podróżą. Słychać tam też wyraźnie odgłosy jadącego pociągu.
- Nie tylko. To prawda, że słychać tam pociąg, ale
również demonstrację. W 2007 roku w Buenos Aires nagrałem protestujących
rolników. Ci ludzie grali na perkusji. Muzycznie rzecz biorąc to utwór o
poszukiwaniu ciszy w muzyce. Utwór był zaaranżowany na wiele instrumentów:
skrzypce, waltornie, fortepian. Było tego za dużo. Pomyślalem, że to przesyt.
Razem z Christophem Mullerem pracowałem nad tym, by znaleźć wtedy więcej ciszy
w muzyce. Nawet takiego zwrotu użylem. Dodaliśmy dub, przestrzeń, opóźnienia,
staraliśmy się odszukać w tym wszystkim minimalizm. Pasowało to też do słów
napisanych przez Eduardo, które opowiadają
o panującym na świecie głodzie. To jeden z moich ulubionych utworów na płycie.
A na początku wcale nie chciałem, by się tam znalazł. Zanim nie zacząłem go
poddawać obróbce.
Porozmawiajmy
chwilę o twoim projekcie. Zanim doszło do powstania kolejnej płyty Gotan
Project, przygotowałeś płytę „Moonshine Sessions' , gdzie zgrabnie zetknąłeś ze
sobą country i elektronikę. Skąd wzął się ten pomysł na wykorzystanie banjo,
harmonijki ustnej, gitary i skrzypiec tak charakterystycznych dla brzmienia
Nashville?
- To było ciekawe doświadczenie. Pewnego rodzaju
ucieczka od tanga na moment, by pójść w rejony Tennessee,
bluegrass. Chcialem skupić się na korzennej muzyce amerykańskiej. W Nashville
spotkałem odpowiednie osoby. Dla mnie było to wyzwanie. Pokazałem inny odcień
country. Nie tylko jednoznaczną barwę, którą widzą odbiorcy tego gatunku. Tak
jak w przypadku Gotan Project pokazaliśmy, że tango nie jest tylko
przebrzmiałym motywem dla starych ludzi. W Europie country ma złą sławę. Mówią,
że to muzyka dla wieśniaków, ale tak nie jest. Jest oczywiście dużo nudnego
country. Ale jej prawdziwe piękno kryje się w dziełach Hanka Williamsa, Johny'ego
Casha, także Neila Younga z okresu Nashville. Dla mnie była to wielka przygoda.
Nagrywałem na wsi. Wszyscy muzycy w jednym pokoju, ja piszący kilka piosenek i
akustyczne granie. Potem pewien DJ powiedział mi komplement, że nawet na płycie
Tango 3.0 Gotan Project, dostrzegł pewne inspiracje Moonshine Sessions.
Wiem,
że Gotan Project inspiruje się twórczością wielkiego Carlosa Gardela. Kim był
dla ciebie ten muzyk?
- To nie jedyna inspiracja. Ale on wymyślił tango cancion, śpiewane tango. Przed nim
tango było tylko muzyką instrumentalną. Była poezja związana z tangiem i jej
ekspresja łączyła się z muzyką. On był pierwszym śpiewakiem tang. Skomponował
wiele pieśni. Zmarł niestety bardzo młodo, ale był mistrzem swoich czasów. Był
też aktorem. Wystepował w filmach w Argentynie i w Hollywood. Zatem to
prawdziwy początek historii tanga dla nas. On chciał złamać zasady, zmieniać
świat. Jednocześnie łączył tradycję z nowoczesnością, co jest nam bliskie.
Jakie
są plany Gotan Project na przyszłość? Może planujecie DVD z nadchodzącej trasy
koncertowej?
- Jeszcze tego nie planujemy, gdyż pracujemy bardzo
intuicyjnie, ale kto wie? Nie chcemy się
powielać. Wizualny aspekt naszych koncertów jest bardzo ważny. Na scenie jest
siedmiu muzyków, ale to, co dzieje się na ekranie, stanowi też istotę występu.
To prawdziwe show. Gotan Project stał się w pewnym sensie projektem
multimedialnym. Używamy różnych narzędzi elektroniki, by publiczność mogła
przeżyć podróż. Szukamy także właściwego współpracownika filmowego na
przyszłość. Mamy już pewne propozycje. Będzie to zatem jeszcze bardziej
zaskakujące.
Bardzo
dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów.
- Ja także dziękuję.
Ojciec Fernando29.06.2010 2:04
Niby inspiracje z nowych rejonów, a ta nowa płyta jest strasznie wtórna, płaska i bez polotu. Naprawdę duży spadek po świetnym pierwszym i dobrym drugim albumie.