Kino płaszcza i szpady, czy pokrowca i konsoli? Najważniejsze, że wykonane stylowo, z humorem i błyskiem ostrza inteligencji.
To zdecydowanie najlepsza propozycja na Dzień Dziecka. Udane kino przygodowe, które powinno zaspokoić nawet wychowanych na "Indiana Jonesie" oraz "Powrotach do przyszłości", a jednocześnie jedna z najlepiej zrealizowanych filmowych adaptacji gier komputerowych. Chowa się "Tomb Raider" z Angeliną Jolie. Plakatowego symbolu seksu w "Księciu Persji" nie ma, ale od Gemmy Arterton, ucharakteryzowanej na księżniczkę Taminę, oczu oderwać nie sposób.
Atrakcyjny jest również Jake Gyllenhall, przystojny, nieogolony łobuz, o niesfornym charakterze, ale złotym sercu. Jako tytułowy książę Persji jest jedynym w towarzystwie dzieckiem z gminu. Król wypatrzył go w starodawnych slumsach, gdy chłopak bronił bezbronnego. Osierocony Dastan został księciem i na czele wojska złożonego z uliczników będzie najgroźniejszą bronią perskiej armii. Chwała skończy się po zdobyciu miasta Alamut, którego klejnotem jest przepiękna księżniczka. Tam Dastan wkroczy w nikczemny świat intryg, kłamstw, spisków i bratobójczej walki o władzę. Najważniejszym morałem z baśni ma być pytanie, które naprawdę pojawia się w tle: czy można uzasadnić inwazję próbą zabezpieczenia broni masowego rażenia?
"Książę Persji: Piaski czasu" nie epatują batalistycznymi ujęciami, nie unowocześniają starożytności na modłę "Robin Hooda". Robią krok dalej: bohater Gyllenhalla skacze tu po murach na wzór bohatera gry komputerowej, którego filmowym wcieleniem jest Dastan. Nie brak komputerowych zwrotów kamery, scen zwolnionych i przyspieszonych. Wszystko przesypuje się ze sobą sprawnie, jak piasek w klepsydrze.
Konwencja starożytno-komputerowa sprawdziła się lepiej niż w "Tomb Raiderze", czy nawet "Mumii". Mike Newell, doświadczony pracą przy "Harrym Potterze" dopasował legendę do konwencji i konwencję do legendy. Fani komputerowego "Księcia Persji" nie będą posiadali się z radości widząc jak ich ukochana biała szata fruwa nad murami, wspina się do pałaców, toczy udane pojedynki w komnatach. Najmłodsi widzowie będą zadowoleni, że przygodowa historia z wydumaną legendą w tle ma imponujące tempo. Dla wychowanych na zaginionej arce, świątyni zagłady, ostatniej krucjacie i przygodach z DeLoreanem ważny będzie oldskulowy urok finałowych sekwencji.
Drugoplanowi bohaterowie Alfreda Moliny i Bena Kingsleya pasują zarówno do przygodowego kina akcji ze stajni Jerry'ego Bruckheimera, jak i do wspomnień w stylu "Miłość, szmaragd i krokodyl". Molina zapewnia wytchnienie od nieustającej akcji, jako pełen ciętego dowcipu i życiowej siły, drobny przedsiębiorca, szef hazardowej oazy, która żyje z wyścigów strusi. Kingsley przez większą część filmu tajemniczo milczy, ale w końcu będzie musiał odsłonić swoje sekrety. Nawet w kręconym w rytm najnowszych technologii, szybko montowanym filmie, znalazło się miejsce dla klasycznych motywów kina awantury i romansu.
Bohaterka Gemmy Arterton ma nowoczesny sposób ekspresji, swoje zdanie, temperament i ironiczne poczucie humoru. Księżniczka trafi na księcia jak kosa na kamień, bo zamiast pysznego gbura trafi się młodzieniec sprytny i inteligentny. Jake Gyllenhaal zamiast kwadratowego herosa zagrał morowego sprawiedliwego. Tak jakby jego bohater z "Zodiaca" cofnął się w czasie i zyskał po drodze wielowiekową pewność siebie. Ruchome piaski i cudowny sztylet, którego właściciel może posiąść wszechmocną tajemnicę, stają się atrybutami udanej kinowej przygody.
Udało się połączyć adaptację gry komputerowej z hollywoodzką produkcją "eastern" sprzed 70 lat. "Książę Persji: Piaski Czasu" w amerykańskich kinach przegrywa walkę o wpływy z biletów z drugą częścią "Seksu w wielkim mieście" - osadzoną na Bliskim Wschodzie, ale współcześnie, za to również kręconą w Maroku. Film na podstawie gry komputerowej jest jednak bystrzejszy niż kolejny kupon odcięty od modnego serialu.