W Tłusty Czwartek pączkujemy w Waszych firmach!
Prezenterzy Radia RAM osobiście obdarują was słodkościami - poczujecie się jak pączki w maśle!
Wojciech JakubowskiIle trwa podróż zza oceanu do Europy? Albo w drugą stronę? Wydawałoby się, że wystarczy wsiąść do samolotu i po kilkunastu godzinach jesteśmy na miejscu. Ale w muzyce nie zawsze jest to takie proste.
Niekiedy wędrówka trwa kilka lat a czasem dotrzeć za wielką wodę nie udaje się nigdy i to niekiedy naprawdę utytułowanym artystą. Jednak czasami zdarza się tak, że talent w połączeniu z odrobiną szczęścia potrafią w końcu doprowadzić podróż do szczęśliwego końca. Wie coś na ten temat nasza bohaterka, Stephanie McKay, która na brak szczęścia narzekać nie może a i umiejętność znajdowania się w odpowiednim miejscu i czasie nie jest jej obca.
Muzyczny felieton Wojtka Jakubowskiego (Posłuchaj):
Zaczynała od śpiewania w chórkach. Dane jej było wspomagać podczas koncertów takich artystów jak Mos Def, Amp Fiddler czy Tricky. Jej mocny, charakterystyczny głos został szybko dostrzeżony i z drugiej linii przesunęła się do pierwszej- rozpoczął się etap występów gościnnych. Na jednej z płyt wspomogła m.in. znaną funkową grupę Brooklyn Funk Essentials.
I tak artystce upłynęły lata 90. ubiegłego wieku i pierwsze lata bieżącego. Mimo, iż wówczas ciężko pracowała na wizerunek kolegów po fachu to jednak już wtedy myślała o swoim miejscu i szansie w show biznesie. W tym właśnie okresie napisała wiele tekstów, choć większość z nich trafiła do szuflady.
Aż wreszcie w 2003 roku spotkała Geoffa Barrowa, lidera Portishead, który pomógł jej w przygotowaniach i pracy nad solowym debiutem. Album, zatytułowany po prostu „McKay”, był mieszanką soulu, funku, w którym już próbowała swoich sił i hip hopu, którym zafascynowana była od dawna. Album w Wielkiej Brytanii, gdzie się ukazał, zyskał niezwykle pochlebne recenzje. Jednak podróż tego materiału za ocean trwała aż 3 lata. Warto jednak było czekać bo muzyka ta tam się spodobała i kolejne wydawnictwo miało już ogólnoświatową dystrybucję. No prawie ogólnoświatową, bo Polska znów znalazła się gdzieś na marginesie. Ale o tym za moment. Początkowo album „Tell It Like It Is” miał ukazać się w 2007 roku, jednak artystka niezadowolona z efektu prac długo zwlekała z wydaniem materiału. Ciągłe poprawki i nieustanne szlifowanie kompozycji sprawiło, że dopiero w połowie 2008 roku świat usłyszał o utalentowanej wokalistce. Tym razem Stephanie nawiązała współpracę z mało znanymi, ale utalentowanymi producentami. Ich wspólne dzieło okazało się być mieszanką podobnych brzmień co na „McKay”, jednak osadzono je w stylistyce lat 80 ubiegłego wieku. Słychać, że Stephanie znakomicie czuje klimat tamtych lat i bez najmniejszych problemów wprowadza słuchacza w ich klimat przez co „Tell It Like It Is” jest propozycją ciekawą i daje nadzieje na coraz to ciekawsze wydawnictwa w przyszłości. Ale to nie koniec sukcesów. Wiosną i latem ubiegłego roku artystka miała kolejną szansę na prezentację swojego talentu, po którym wielbiciele gatunku wiele sobie obiecują. Wówczas to z koncertami odwiedziła wiele europejskich miast, dostąpiła nawet zaszczytu pojawienia się na słynnym festiwalu Glastonbury. Do Polski nie dotarła, ale za to jej płyta i owszem, w końcu się u nas ukazała. Od roku na wydawnictwie „Tell It Like It Is” widnieje logo Radia Ram, które objęło patronat nad tą płytą, i w którym piosenki Stephanie można usłyszeć do dziś.
Średnia ocena: 0 Ilość głosów: 0
Musisz mieć zainstalowany Flash Player aby móc odsłuchiwać dźwięki!
Muzyka dzień po dniu. 10 marca 2010 r.
Radio RAM nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy. Radio RAM zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z netykietą.
Brak komentarzy do tego artykułu