Na jej koncertach trudno spokojnie usiedzieć na miejscu. Nie tylko dlatego,
że jej piosenki są pełne życia, autentycznej energii, szczere w przekazie,
ale również dlatego, że wokalistka bardzo szybko przełamuje te niewidzialną
barierę, która pojawia się zazwyczaj między sceną a publicznością.
Znane i lubiane Sary Jane Morris są dwie - jedna jest aktorką, druga śpiewa i
od czasu do czasu można usłyszeć ją w jednym z przebojów na antenie Radia Ram. Co chyba oczywiste, to właśnie tej drugiej zamierzam poświęcić dziś kilka chwil.
Gdybyśmy byli drugą Japonią to zapewne długi majowy weekend dopiero by się
kończył. W Kraju Kwitnącej Wiśni 5 maja to Dzień Dziecka, który jest tam
jednocześnie dniem wolnym od pracy, tak by rodzice mogli spędzić ten czas ze swoimi pociechami.
To jedna z tych artystek, które nie potrzebują intensywnej akcji
promocyjnej, billboardów, spotów reklamowych, bowiem by dotrzeć do słuchacza wystarczy jej tzw. „reklama szeptana”, nie mniej, jak się już nie raz
okazało, skuteczna.
Jeżeli ktoś ma w sobie tyle szaleństwa i fantazji by na miesiąc zamknąć się
w łazience i długie godziny spędzać w wannie, jednak nie ze względu na
przesadną higienę osobistą, ale żeby nagrać płytę - to przyprawienie sobie
brody i wąsów i udawanie mężczyzny, wydaje się być zupełnie niewinnym
żartem, który nikogo nie powinien dziwić.
Niezwykle bogaty jest muzycznie kontynent afrykański - chyba nikogo nie muszę specjalnie do tego przekonywać. Obfituje w mnogość tradycyjnych jak i
współczesnych brzmień. Niestety o znakomitej większości tychże nigdy pewnie się nie dowiemy, nigdy ich nie usłyszymy.